czwartek, 18 października 2012

Dwudziesty drugi

 Jestem zła i smutna i nie dam dziś dedykacji. Jestem też nieźle wściekła na otaczający mnie świat, więc docencie chociaż to, że tu jeszcze jestem. I że jest rozdział. Za ile pojawi się kolejny...A właściwie, czy w ogóle się pojawi - nie wiem... Wszystko jest do chrzanu. Jakby to powiedział Harry - " Simple but effective"... 





                                                                                                                      Londyn.

Kochana Am...
            W zasadzie nawet nie wiem, czy przeczytasz ten list. Piszę go, bo tak mi łatwiej. Dobrze wiesz, że nie potrafię patrzeć Ci w oczy i mówić tego wszystkiego, co ciśnie mi się na język. To jest moja słabość. Widzisz? Znowu wszystko przez Ciebie, Mała.
            Wiem, że ostatnio było między nami... ciężko. No, może nie o tyle ciężko, co inaczej. Ja wiem, że to po części moja wina, bo czasami zachowywałem się jak sukinsyn. Przyznaję się bez bicia. Ale mam nadzieję, że mnie zrozumiesz po tym, co tu przeczytasz...
            Oboje dobrze wiemy, że nie przepadam za Harry'm. Od samego początku nie potrafiłem go zaakceptować. Przecież pamiętasz, jak wyglądało nasze pierwsze spotkanie. Mimo to starałem się go znosić, bo wiedziałem, jak bardzo ważny jest dla Ciebie. Jak bardzo Ci na nim zależy. Dlatego zagryzałem wargi i z bezsilną złością patrzyłem na to, co się z Wami dzieje. Patrzyłem, jak przy nim umierasz i odradzasz się. Patrzyłem na Wasze życie i starałem się zrozumieć, co takiego w nim widzisz. I chyba w końcu wiem, dlaczego tak bardzo działał mi na nerwy.
            Ostatnio nie miałem Ci nawet kiedy o tym powiedzieć. Pamiętasz Alexa? To ten chudy, z którym przyszedłem do Ciebie na urodziny. Wysoki, szatyn. Już pamiętasz? Wynosił mnie, kiedy się uchlałem. Za to też Cie przepraszam. W każdym razie... Nie tolerowałem Harry'ego, bo wiedziałem, że nigdy nie będę miał tego, co macie Wy. Z Alexem. Tak, tak, jesteśmy razem, ale to nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, jak jesteśmy razem. Pisałem wcześniej, że umierasz i odradzasz się będąc przy Harry'm. Ja tego nie mam. Nie oddycham Alexem, tak jak Ty wchłaniasz Styles'a. Nie potrafię się nim zachłysnąć. Dlatego wciąż byłem na nie, jeśli chodzi o Wasz związek. Bo chciałem mieć to samo. A wiem, że z nim nigdy tak nie będzie. Owszem, jestem z nim szczęśliwy. Uwielbiam budzić się rano i patrzeć na jego zamknięte powieki. Uwielbiam zapach jego włosów. Dotyk jego rąk. Ale... Ja widzę, co jest między Wami, Am. Widzę różnicę między tym, co mam ja, a co macie Wy. Może po prostu byłem zazdrosny? Tak mi się wydaje. Nie o Ciebie, nie o Harry'ego. O to, jak potężne uczucie jest między Wami. O tą Waszą miłość. 
            Fakt, ta sytuacja z prochami, które u niego znalazłaś bardzo mnie wkurzyła. Bałem się o Ciebie, nie o niego. O Ciebie, bo dobrze wiesz, że nie raz, nie dwa miałem styczność z dragami i wiem, jak zachowują się ludzie na prochach. No owszem, nie wiem, co brał Harry. Ale bałem się tego, że może stać się agresywny. Zrobić Ci krzywdę. A tego bym sobie nie wybaczył. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby cokolwiek Ci się stało, a ja nie zrobiłbym nic, co mogłoby temu przeszkodzić. Bezsilność jest najgorsza. Boli. Straszliwie boli, zwłaszcza jeśli dotyczy najbliższych.
            Amira, jesteś dla mnie jak siostra. Znamy się od dziecka. Jesteś moją rodziną, jedyną, jaka mi została. Wiesz, że moja prawdziwa rodzina to dla mnie rozdział zamknięty, nie istnieje. Ty i Alex to jedyne, co teraz mam. Nie chciałem tego stracić. Bałem się samotności. Nie liczę na to, że z Alexem będę przez całe życie, to raczej nierealne. Ale... Liczę na to, że ta nasza przyjaźń przetrwa wszystko, nawet najgorsze burze. Modlę się o to codziennie. Bo jeśli stracę Ciebie, stracę wszystko, co trzyma mnie na tym świecie. Nie będzie już dla mnie miejsca. 
            W tym miejscu chcę Cie przeprosić. Przepraszam za to wszystko, czym Cie skrzywdziłem lub sprawiłem przykrość. Przepraszam i błagam, żebyś mi wybaczyła. Nie chcę, żebyś zapomniała. Chcę tylko zrozumienia i wybaczenia. 
            Teraz widzę, jak Harry jest dla Ciebie ważny i w końcu to rozumiem. Każdemu życzę takiej miłości, nawet jeśli czasami boli. Nie ma róży bez kolców, prawda?
            Muszę kończyć, Am. Alex kończy zajęcia za godzinę. Chciał, żebym po niego przyjechał. Z nim się dzieje coś niedobrego, ale to opowiem Ci przy najbliższej okazji. Chcę też, żebyś go lepiej poznała. Kiedy znajdziesz jakąś chwilę, daj mi znać. Przyjedziemy do Ciebie nawet na koniec świata. Dużo mu o Was opowiadam. O Tobie, o Harry'm. Chce Was poznać. Może Wy mu pomożecie.
            Pozdrów chłopaków, Amira. I uściskaj Harry'ego ode mnie. I przeproś.
                                                                                                      Na zawsze, Jacob.


Zamknęłam laptopa należącego do Harry'ego i nieobecny wzrok przeniosłam w stronę komody. Ta komoda nie miała w sobie nic szczególnego. Była biała i miała śliczne, zdobione pięknymi wzorkami uchwyty. Absolutnie nie umiała pomóc mi zrozumieć tego, co przez list Jacoba wytworzyło się w moim umyśle. Ta komoda tak zwyczajnie stała, pod beżową ścianą... A ja skulona między jedną poduszką a drugą trawiłam słowa. Nogi skrzyżowane w siedzie po turecku zaczynały domagać się innej pozycji. Zdrętwiałe ciało nieprzyjemnie uświadamiało mi, ile już siedzę w męczarniach, jedynie oddychając. I mrugając oczami, by nie zaczęły łzawić z bólu. Byłam spokojna i niespokojna. Była uświadomiona i nieświadoma. Byłam... Dziewczyną siedzącą na łóżku z czarnym laptopem na kolanach. W laptopie był list od przyjaciela. Wyjaśniający wszystko i rujnujący cały mój zdrowy pogląd. W laptopie był dowód na to, że choć coś wydaje się proste, wcale takie nie jest... W laptopie był dowód na to, że choć wydaje mi się, że rozumiem wszystko, tak naprawdę nie rozumiem...nic. Zamknęłam oczy i wyprostowałam mrowiące kończyny. Jak mała dziewczynka obrażona na misia, odsunęłam od siebie laptop na drugi skrawek łóżka, zaciskając usta w grymasie. Przez moje ruchy na kołdrze powstały dwie duże zmarszczki materiału. Spojrzałam na nie i zmarszczyłam czoło. Potrzebowałam... Harry'ego i Jacoba. Harry'ego, który po przeczytaniu tego listu pokiwałby głową w zamyśleniu. Podrapałby się kciukiem po czole i usiadł, wzdychając. Patrzyłby chwilę w jedno miejsce, całkowicie odizolowany ode mnie, od świata, od pokoju i od białej komody. Potem skinąłby głową ze zrozumieniem i wiedziałabym już wszystko. Że nie jest zły. Że nie ma niczego za złe. Że wszystko jest dobrze. Potrzebowałam również Jacoba, który po prostu by przy mnie był. Spojrzałby na mnie skruszony i w jakimś stopniu zawstydzony. Trochę zdenerwowany na sytuację i na samego siebie. Zirytowany, że to wszystko tak daleko zabrnęło. Zasmucony, że przez zwykłą zazdrość pociekło z naszych ust tyle jadu. Przytuliłabym go i to tyle. I to właśnie tyle. Żadne z nas nie musiałoby nic mówić. Ani ja. Ani Harry. Ani nawet Jacob. Po prostu oddychalibyśmy, tak? A ja uśmiechnęłabym się. Bo między mną a Jacobem nie byłoby już spraw niewyjaśnionych. Tych szarych, dziwnych myśli pod znakiem zapytania już by nie było. Nie byłoby krzywych spojrzeń Harry'ego w stronę Evansa. Nie byłoby moich ciężkich westchnień, gdy znów słyszę, jak jeden obarcza winą drugiego. Tylko teraz siedziałam sama na łóżku. Po brutalnym odepchnięciu laptopa od siebie, ścisnęłam z całych sił skrawek własnej koszulki. Harry w tym samym czasie siedzi zapewne w busie. Za moment z niego wysiądzie i wparuje razem z resztą zespołu do budynku. Do tego budynku, którego nie zna nawet nazwy, ale wie, że udzieli tam wywiadu. I rzeczywiście, udzieli wywiadu... A Jacob? A Jacob jest w Londynie. Wiem, że pije teraz kawę. A zaraz przypomni mu się, że chce zapalić papierosa i niechętnie wstanie, by dokarmić się nikotyną... Każdy jest nie w swoim miejscu. I nie w swoim czasie... 







35 komentarzy:

  1. Ojejusiu. Zmartwiłam się po przeczytaniu wstępu... Wiem, że zadanie pytania 'co się stało' nic nie da, bo to nie moja sprawa, ale 'wszystko jest do chrzanu'? Nie, nie zmartwił mnie ten wstęp o tym, że nie wiesz czy w ogóle pojawi się kolejny rozdział. Martwi mnie ta część, w której napisałaś, że wszystko jest do chrzanu i że wkurzył cię otaczający cię świat.
    Zaskoczył mnie nieco moment o tym Aleksie bo od samego początku tego listu zdawałam sobie sprawę kto go pisze i pomyślałam: 'Co? J. jest z Alexem? Jak to? To on jest gejem?' Zaskoczyłaś mnie. Nie spodziewałam się tego.
    Strasznie szkoda mi się zrobiło Jacoba gdy czytałam tą wiadomość. Nie tylko dlatego, bo on jest przyjacielem Am, ale też dlatego bo mi kogoś przypomniał w tamtym momencie. Pewną zagubioną duszyczkę z wieloma problemami...
    Niestety nie mam czasu na rozpisywanie się, bo czeka mnie mnóstwo pracy.
    Trzymaj się. Tylko mocno. Mam nadzieję, że masz kogoś, kto Cię przytrzyma i nie puści.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katy, nie martw się. Jesteś naprawdę wielkim człowiekiem, że interesujesz się tym, co mi jest. Niekoniecznie dobrego... Ale masz własne życie i chcąc być delikatną, powiem Ci, byś się niepokoiła...Ja dam sobie radę, zapewniam Cię. Tak czuję. A ja mam dobrą intuicję, pamiętaj. Dzikuję, że wciąż o mnie pamiętasz i zaglądasz tu. Niewiele ludzie ma teraz cechę...wierności. Ty ją masz, pilnuj jej. Jeszcze raz wielkie dzięki. Pamiętaj moja droga, że ja również o Tobie pamiętam.

      Usuń
    2. Według wierzeń Aborygenów, TO życie jest snem, a sen to realne życie. Jeżeli to prawda, to znaczy, że spotkałam Ciebie już z dwadzieścia razy i Ci podziękowałam za wszystko i Cię moooocno przytuliłam. Tak mocno, że o mało Cię nie udusiłam! Chciałabym aby to była prawda.
      Wierzę, że sobie poradzisz, po prostu... Po prostu chciałabym, żebyś wiedziała, że się o Ciebie martwię i myślę o Tobie. I dziękuję Ci z całego serca za te miłe słowa :)

      Usuń
    3. Wierzenia aborygenów są fajne...
      Wierzysz, że sobie poradzę Tak po prostu. A ja tak po prostu Ci za to wierzenie dziękuję, bo nic innego nie mogę zrobić. Nie jestem w stanie. Ale wiesz, że jestem pełna wdzięczności i jestem również gotowa do pomocy Ci w każdej chwili.
      Buziaki. ;)

      Usuń
  2. Wiesz, kochanie... Ta końcówka. Że każdy jest nie w tym miejscu... przekłada się na nasze prawdziwe życie, prawda? Nie jestem w tym miejscu, w którym powinienem być. Nie jestem obok Ciebie, Kasiu. Jestem pięćset kilometrów za daleko...

    Jacob.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm...Ja myślę, że masz rację, J. Zapach Marzenia w większości jest przełożeniem moich uczuć...To obranie w słowa mojego życia. Z masą przenośni i aluzji. I z innymi imionami...Dlatego przekłada się na nasze prawdziwe życie. Szkoda...To jest ta niefajna strona. Ale wierzę w karmę dzięki jednej osobie. I wierzę w to, że kiedyś to się...odpłaci dobrem...

      Usuń
  3. Dajesz nam siebie. Swoje uczucia, emocje i marzenia. Dajesz nam siebie poprzez każde słowo zapisane tutaj. I... cieszę się! Cieszę się z tego jak cholera! To sprawia, że jesteś taka prawdziwa. Taka szczera.
    A wiesz, że jesteś jedną z dwóch osób, dzięki którym odważyłam się zacząć pisać bloga? Pokazałaś mi, że warto podążać za pasją. Dziękuję. Z całego serca.
    I wciąż w Ciebie wierzę. I nie przestanę. Obiecuję.
    Love,
    Joan.x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie tacy jak Ty, Joasiu, są na wagę złota w tych czasach, nie wiem, czy to wiesz.Teraz jest era ludzi, których obchodzi tylko własne szczęście. Własny tyłek, własne potrzeby, własne zycie. Reszta jest taką niepotrzebną częścią ich egzystencji. A Ty wierzysz w zupełnie obcego człowieka. Wierzysz w moje dobro, w moją wrażliwość, w mój "talent", we mnie calutką. I to tka bezgranicznie, że niedawno zaczęłam się zastanawiać, czy ja naprawdę żyję i czy te komentarze są realne. Jeszcze nigdy nie spotkałam człowieka, który tak bezinteresownie obsypywałby mnie dobrym słowem, taką dawką nadziei i... Takim czystym wsparciem obranym w słowa. Jestem Ci niezmiernie za nie wdzięczna.
      I cieszę się, że przyczyniłam się do tego, że powstałaś jako nowa cząsteczka "pisarzy" blogowych. Spełniaj swoje potrzeby, bo to jest w zyciu ważne. Na tym polega życie By dążyć do celów. Miłych. Życzę Ci sukcesu. Nie wielkiego, ni ogromnego. Ale takiego, dzięki któremu będziesz miała świadomość wartości i dzięki któremu poczujesz, że jesteś we właściwym miejscu i czasie. I powiesz sobie po prostu "Tak chciałam, pracowałam i tak mam. Konsekwentnie dorwałam swoje marzenia i je spełniłam". Trzymam za Ciebie kciuki aż mi kłykcie zbieleją! Całuję

      Usuń
  4. Powinnam coś napisać, prawda? Powinnam ruszyć moimi długimi paluszkami po klawiaturze pisząc coś sensownego, a nie to...
    Pierwszy szok: kto pisze list? Potem (dłuuugo potem) moją kochaną główkę oświeciło. Następnie z wielką niechęcią musiałam się zwlec z kanapy po mopa, aby wytrzeć herbatę z podłogi, którą wylałam po akapicie z Alex'em. A później czytałam to jeszcze kilka razy, bo moja kochana główka nadal była nieco przyćmiona tym nawałem słów. I chyba udało mi się zrozumieć całość?
    Bo widzisz... Cała twoja magia tkwi w tym, że jesteś autentyczna. Dlaczego takim wstrząsem są dla nas filmy, książki oparte na faktach? Bo wiemy, że to nie jest do końca fikcja literacka. I tak samo jest z Zapachem marzenia. I nie mówię tu tylko o dedykacji, bo jak wyczytałam (i mam nadzieję dobrze zrozumiałam) wplatasz tu cząstkę swojego życia za co chwała ci Kasiu! :)
    Ściskam!
    Kama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, Kama, że nie popełniłaś błędu, postanawiając jednak skomentować ten rozdział. Ostatnio z tymi komentarzami jest tu taka niemała bryndza, co by nie powiedzieć, kryzys jest! Już zaczęłam w siebie wątpić i przypuszczać, że pewnie robię jakieś denne popisy pisarskie i moja swietność się skończyła...Całe szczeście, że postanowiłaś podeprzeć mnie na duchu i pokazać, że jeszcze nie uciekłaś z wrzaskiem. Zaczynałam się bać, że i Ty magicznym sposobem wyparowałaś.
      Ta podłoga..Cholera, aż tak Cię Alex zszokował? No ładnie! Tego spodziewać się nie spodziewałam, serio serio. Ot tam...Taki Alexik...I herbata na ziemi. Brawa...Skoro taki Alex Cię szokuje, to ja Ci radzę, lepiej nigdy więcej nie pij herbaty czytając Zapach Marzenia Persilowa radzi, weź to do serca, kochanie.
      Jestem autentyczna? Zawsze chciałam być autentyczna. I w tych próbach bycia autentyczną ją gubiłam, wiesz? Martwiłam sie, że jestem sztuczna i mijam się z tym, czego od samej siebie oczekuję. Dobrze czytać to, że jednak coś mi wyszło...
      Chwała Ci, Kama, że tu jesteś, bo to przedłuża mój pobyt tutaj! Na bieżąco mi trzeba przypominać, że nie jest ze mną tragicznie i że mogę tu zostać...
      Buziaki, skarbie! ;)

      Usuń
    2. Ojejku! Jak tak często zapominasz, że jesteś wspaniałą osobą musisz sobie wymalować wielkimi literami na ścianie, że właśnie taka jesteś,a w tedy na pewno nie zapomnisz.
      A z tą herbatą... To często popełniam ten sam błąd, bo piję ją nałogowo od godziny 6:20 do 0:00, więc zdążyłam się z mopem zaprzyjaźnić.
      I pamiętaj o tej farbie! ;)

      Usuń
    3. O nie! Jak sobie namaluję taki napis na ścianie to stanę się egoistyczną małpą i w dodatku z napisem na ścianie! Nie może tak być! Zapomnę o umiarze i jeszcze popadnę w ogromne samouwielbienie, a to będzie tragedia nad tragediami.
      Herbatowa dziewczyna z Ciebie Też lubię tyle pić! Chociaż ostatnio muszę z przyczyn zdrowotnych ograniczyć herbaciorę i ubolewam...;(

      Usuń
    4. Oj tam, oj tam - jako odpowiedź na wszystko. Ładne, podnoszące na duchu przysłowie i świat od razu jest lepszy(wiem co mówię - "Twarz, która nie daje blasku nigdy nie będzie gwiazdą" zdobi mój pokój i duszę).
      I ja ubolewam nad twoim ograniczeniem herbatowym. Przecież wieczór bez herbaty to nie wieczór! Trzymam kciuki, aby szlaban czym prędzej się podniósł, a na drodze za nim stał kubek herbatą ;)

      Usuń
  5. I Ciebie muszę przeprosić, Popiele, za moją obecną bierność w sprawach blogowych. Czytam nie bieżąco, ale brakuje mi czasu na skomentowanie. Jestem ostatnio strasznie zabiegana i mam za dużo na głowie. Ale czytam... Czytam i znowu mój świat staje na głowie - te Twoje piękne słowa wpływają na mnie kojąco. Na chwilę mogę zapomnieć o tym całym chaosie, który mnie otacza i odpłynąć. Mam tylko szczerą nadzieję, że nie przestaniesz pisać kochana. Bo to by była wielka strata - dla mojego marnego życia... I jeszcze jak ten Jacob wylał swoje żale... Totalnie się rozkleiłam wewnętrznie, bo zawsze marzyłam o właśnie takim szczerym, kochającym przyjacielu który mimo wszystko będzie stał za mną - nawet jeśli popełnię błędy w jego mniemaniu. Kocham Cię, Popiele - nawet jeśli nie daję znaków życia, dalej tu jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje kochanie, czekałam tylko na komentarz od Ciebie właśnie. Nie wiem, czy to normalne, by pisać, że tęskniłam...Ale tak się czuje, więc chyba naprawdę tęskniłam za komentarzami od Ciebie. Za Tobą...Po prostu. Samotność jest zła. I nawet taki mały ubytek w postaci Prudie, jest ogromnym ubytkiem w całokształcie. Bez Ognika nie byłoby tego samego, co było z Ognikiem.
      Dobrze jest słyszeć, że w zgiełku tego brudnego życia ktoś docenia to, co robię. Że daje to komuś minimalną siłę. Ale w końcu coś od siebie daję dla Ciebie tak? I to sprawia, że rzeczywiście nie powinnam przestać pisać. Bo dzięki temu wiem, że chociazby jedna jedyna osoba mnie "potrzebuje".
      Błagam, nie tłumacz mi się. Bo czuję się jak kat. Jak jakis oprawca. Jakbym robiła Ci krzywdę dosłownie. Ja wiem, że jesteś zabiegana. Ja też jestem, wierz mi. Nie denerwuj się tym, że raz czy dwa nie skomentujesz. To przecież nie oznacza, że mnie tu zostawiasz i zapominasz, prawda? Jesteś. Tylko na moment umilkłaś. Ja to rozumiem.
      Też Cię kocham, malutka, i pamiętaj, że możesz nie dawać znaków zycia. Przez jakiś czas. Ale odzywaj się, bo popadnę w panikę, że coś Ci się stało.
      Buziole.

      Usuń
  6. Co robię kiedy jest źle... Gdy oczy bolą, szczypią i buntują się od ciągłego wpatrywania w szybę okna. Cienkie szkło obciera nadgrastki od samego patrzenia, rani boleśnie poszarpane nerwy. Nie czuć już pulsowania krwi, echo bicia serca nie dociera do poczerwieniałych uszu. Każda jesień to dla mnie nowa śmierć. Co roku kolejne kalendarze przypominają o męczącym obowiązku umierania, gdy za oknem widzę drzewa doszczętnie ogołocone z mizernych liści. Które gniją tymczasem pod podeszwą mojego buta, kiedy z wyraźną niechęcią ubieram płaszcz, by popatrzeć na niszczejące niebo. Poobdzierane z resztek godności, zbluzgane mętną, szarawą śliną. Kap, kap, kap. Posklejane, niekształtne kropelki płaczą za ciepłym latem, za chłodną wiosną, za dziewiczą zimą. Podeszwa mojego buta nie gniecie śnieżnego puchu drzew. Rozpada się w obrzydzeniu jak wszystko inne dookoła. Drzewa stoją na baczność, wypatrując tchórzliwie złośliwego, starego wietrzyska. Nie nucą, nie śpiewają, nie krzyczą nawet. Czekają. Nikt nie ma siły tupnąć zmarzniętą nogą na obrzydliwą ciszę. Czekolada w sklepach znika z półek. Zostaje po niej tylko zeszłoroczny kurz i naklejka z ceną, która odkleiła się kiedyś od czerwonej, śliskiej folii okrywającej słodki ratunek.
    Od kwitnącego nieszczęścia ratujesz mnie jedynie Ty, na odległość częstując lekarstwem lepszym niż nadziewane czekoladki ułożone ładnie na dwóch piętrach metalowego pudełka. Słowa obmywają zniszczoną wulgaryzmami duszę, zasadzasz brokat, siejesz konfetti, wstawiasz piórka do wazonu. Pierzesz pobrudzone firanki, zmieniasz poplamiony malinową herbatą obrus. Przywołujesz do życia nową osobę, której perfidne otoczenie nie zdążyło jeszcze otruć oblicza życia. Znowu żyję, i to bez konieczności oglądanie wcześniejszej urny z prochami, które po cmentarzu roznosi figlarny wiatr. Potrząsam jasnymi włosami żyję nadal, bez przymusu dręczenia się przegniłym kolorem listowia szeleszczącego pod podeszwą mojego buta. I kto wie? Może nawet zrzucę z przegrzanych ramion gryzący, zimowy płaszcz?
    Doprawdy, w tym co robisz jesteś lepsza niż cała torba małych, sterylnych saszetek z białym pyłem... Po prostu hipnotyzujesz. Potrzeba więcej słów? Chyba nie... Żeby otrzeźwieć potrzebuję zapachu, który jesteś w stanie dostarczyć mi tylko Ty. Nie odchodź, bo co ja wtedy pocznę? Umrę znów? Z jesieni czy tęknoty?
    julia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, chyba się nie popisałam. Zwyczajnie Ci nie pomogłam. A powinnam? No jasne. W końcu ile razy pisałam, załamana, zawsze mogłam na Ciebie liczyć... Zawsze pocieszałaś. ,,Nigdy się nie poddawaj'' krzyczałaś neonowym błękitem, wyganiając z policzków mokre drobiny. Nigdy się na Tobie nie zawiodłam, choć tak naprawdę to nawet nie widziałam Twojej twarzy... Przegrałam, prawda? Jak przyszło co do czego to się okazało, że nic jednak się nie nauczyłam. Że stoję w miejscu, a ludzie ustawiają się w kolejce, by mnie wspierać. Ale ja nie pomogłam nikomu. Zawsze tak samo samolubna i egoistyczna, gdzie świat kończy się na bladym czubku nosa. Dla mnie opadły już z gałęzi wszystkie rude, brązowawe listki, ale dla Ciebie, Kasiu, nadal jeszcze świeci słońce. I wiesz co? Zrobię wszystko, żeby nie zgasło.
      A bez owijania w bawełnę, to nie znam (i nie poznam, a nawet jeśli, to postaram się zapomnieć) osoby, która pisze (lub pisała by) lepiej od Ciebie. NIKT NIGDY NIE BĘDZIE MIAŁ WIĘKSZEGO TALENTU NIŻ TEN, KTÓRY JEST ZASZYTY W TWOIM CIELE, WIĘC NIE DAJ SOBIE WMÓWIĆ, ŻE NIE JESTEŚ LEPSZA OD INNYCH. Bo ja wierzę, że jednak jesteś...
      julia

      Usuń
    2. Nigdy nigdy w historii tego bloga nie pisał mi komentarzy, które samą swoją formą pomagałyby mi tak, jak Twoje. Nikt nigdy nie pokazał mi tak szybko swojej wyjątkowości jedynie poprzez słowa, rozumiesz? Poprzez słowa skierowane do mnie. Wielokrotnie wchodzę na blog, załamana i zdenerwowana. I żaden komentarz, poza Twoim, nie wpływa na mnie tak odnawiająco i kojąc. Zapewniam.
      Poświęcasz mi swój czas. Każdy czas jest cenny, Julia. A Ty swój poświęcasz mi nawet bardzo. Napisałaś dla mnie dwa, długie opowiadania. Ile włożyłaś w to wysiłku? Masę. jestem stuprocentowo tego pewna. Wiem, że gdybym do Ciebie napisała z problemem, rzuciłabyś wszystko, by mi pomóc. Mam tę świadomość. Ja to zwyczajnie i po prostu wiem, jak wiem to, że słońce jest żółte i świeci ciepłym promieniem. I na gg napisałaś mi pewną rzecz. I ona również jest dowodem na to, że zrobiłaś więcej dla mnie, niż ja w stosunku do Ciebie. Jesteś moim małym promieniem slońca, która jak powiedziałaś, świeci dla mnie. I masz rację. Nie pozowlisz na to, by słońce zgasło. Jesteś jego częścią, więc póki Ty będziesz istniała, słońce będzie mnie ogrzewało. Nie zapominaj tego nigdy przenigdy, dobrze? Nie przegrałaś.

      Usuń
    3. Jezu! Jak ty to pięknie napisałaś! Normalnie... Jestem pod mega dużym wrażeniem dziewczyno. Z przyzwyczajenia czytam sobie komentarze pod tym wpisem, a tu nagle takie wielkie bum. Cudowny komentarz, który przyćmiewa wszystkie inne. I... kurcze, gdyby mi ktoś walnął taki komentarz (przepraszam za ten kolokwializm, ale ja nie umiem tak ładnie pisać) to ja bym się chyba rozpłynęła z zachwytu.

      Usuń
  7. Jak to nie wiesz czy będzie następny rozdział ? .. załamałam się tym.
    Chcę tutaj coś napisać, coś po sobie zostawić,ale mam problem. Nie wiem co chcę i co powinnam napisać. Jak po każdym rozdziale mam mętlik w głowie. Alex? Jacob gejem.? Tutaj mnie zaskoczyłaś.
    Niby nic,a takie.. BUM. Jesteś wspaniała, ale to wiesz :).
    Czekam na następny rozdział. Mam nadzieję, że będzie :)
    życzę weny :)
    Karolina.xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karo, dziękuję Ci z całego serca za tę "żarliwość" w stosunku do rozdziałów. Cieszy mnie Twoja reakcja na to, że mogloby nie być rozdziału. Nie jestem wredną małpą do tego stopnia, ale uwierz mi, że dajesz mi satysfakcję, że robię coś dobrego, skoro komuś zalezy na tym, bym nie odchodziła. Dziękuję.
      Ty również jesteś wspaniała. Nawet bardziej niż ja i możesz zaprzeczać. Ja swoje wiem i koniec.

      Usuń
  8. Tak dawno nie komentowałam Zapachu, ale nadal całe moje serce ciągnie do tego bloga. To takie małe przywiązanie, chyba tak to się nazywa... Lubię tu wracać. A po liście Jacoba wnioskuję, że czasami lepiej wyrazić swoje uczucia poprzez napisanie listu. Amira nadal potrzebuje Jacoba i to jest przepiękne. Wzruszyłam się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kredziochu, za Tobą też się stęskniłam... I to wcale nie lekko. Faktycznie, trochę Cię tu mało było ostatnio. Ty lubisz tu wracać, a ja lubię, gdy tu wracasz. ;)

      Usuń
  9. czemu zrobiłaś z amiry jakiegoś trolla? chodzi mi o te zdj.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio dawno mnie tu nie było w zakładce komentarze..Wiele razy chciałam napisać,ale czas mi to zabierał..A teraz praktycznie go nie mam..i to jest mój problem..Zawsze wiedziałam,że łatwiej i prawdziwej napisać to co się czuje w liście i Ty utwierdziłaś mnie w tym przekonaniu..Z początku nie wiedziałam,o co chodzi i przeczytałam jeszcze raz...Gratuluję Jacobowi,że odważył napisać do Amiry..Zazdroszczę jej takiego przyjaciela,bo to wielki skarb..

    I to,że przekazujesz siebie w jakiś sposób pisząc ZM..jest niesamowite.
    Każdy rozdział jest na swój sposób bajkowy..A te słowa ostatnie- tak proście,banalnie napisane a pokazują tak wiele..
    Marzenia spełniają się Kasiu i ja zawsze będę w to wierzyła mimo wszystko..

    paulina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paaulinka, ja sama czasu nie mam! Dlatego na Twój komentarz odpisuję dopiero teraz. Brakiem czasu się nie przejmuj. Wreszcie odnejdziesz taki moment w życiu, kiedy subtelnie zwolnisz i nadrobisz to, co straciłaś w tym szaleńczym biegu ; ) Tak jak ja teraz nadrabiam zaległości tutaj. ; )
      Pisanie listów zawsze było moim sposobem na wyznawanie uczuć. Przekazałam ten zwyczaj Jacobowi ; )
      Wierzę w spełniające się marzenia. Chcę wierzyć i wierzę. nigdy nie przestałam o tym pamiętać i nigdy nie przestanę. I Ty również nigdy nie zwątp w to, że marzenia się spełniają. Jeśli mocno będziesz ich chcieć, spełnią się szybko!
      Całusy

      Usuń
  11. Piszę do Ciebie tutaj, bo nie zauważyłam żebyś posiadała aska czy formspringa.
    Wydajesz się być ciągle smutna, nie mogę stwierdzić tego na 100% ponieważ nie znam Cię osobiście. Ale to w jaki sposób piszesz na TT sprawia, że myślę że jesteś naprawdę smutną osobą. Nie chcę żebyś odebrała tego źle, nie chcę zrobić Ci przykrości, nie chcę żebyś pomyślała, że się czepiam, że Cię krytykuje. Nie wiem co w sobie nosisz. Jaki żal, może rozczarowanie ale naprawdę nie warto ciągle się smucić. Mogę się mylić, wiem że mogę i jeśli tak jest to po prostu zignoruj tę wiadomość. Ale jeśli mam choć trochę racji to naprawdę mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni, że kiedyś w Twoim życiu będzie lepiej. Będziesz szczęśliwa, radosna. Wiem, że ludzie noszą w sobie kamienie goryczy, które sprawiają, że jest nam ciężko i nie wiem co musiało zdarzyć się w Twoim życiu, co sie dzieje teraz, ale rozumiem Cię. I pamiętaj o tym.

    pozdrawiam X

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem Ci niezmiernie wdzięczna za tę wiadomość. Nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że ktos może mnie tak obserwować...I zaintereniować w sprawie mojego samopoczucia. To forma niespodzianki - naprawdę - nie przypuszczałam...
      X, jestem smutna. Często mam przygnębiające myśli. Nie cierpię wręcz mówić o tym ludziom. Po co mają słuchać mojego narzekania? O tym, że źle się czuję? Piszę więc to w swoich prywatnych zapiskach i niestety na Twitterze, co zauważyłaś.
      Sądzę jednak, że nie ma się czym przejmować. To po prostu jesienne humorki Kasi...Lub brak cierpliwości do własnego życia. Nic wielkiego.
      Nie mniej jednak chciałabym podziękować Ci z całego serca za tę wiadomość. Podniosłaś mnie bardzo na duchu i "dokarmiłaś" wiarę w dobro. W takie zwykłe, bezinteresowne niesienie dobra...W pomoc innym ludziom. Myśle, że nigdy nie zapomnę tej wiadomości... Dała mi wiele do myślenia... Jeszcze raz dziękuję Ci za ten komentarz, X. Pozdrawiam Cię.

      Usuń
  12. Myślę, że do końca swojego życia, nie zapomnę, tak wspaniałego bloga. Dziękuję, Ci za to, że jesteś ♥ x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję Tobie, za to, że jesteś :)

      Usuń
  13. Myślę. Tak, tak Maja myśli ;) Jest to najlepszy blog jaki kiedykolwiek czytałam. Dziękuje, temu na górze, że tworzył, tworzy takie osoby ;) ♥ x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę tak myslisz? To ogromne słowa! Dziękuję Ci za nie, Mayu! ;)

      Usuń
    2. naprawdę, naprawdę. Nigdy tak bardzo, nie przywiązałam się do bloga, tak, żeby nie potrafić oddychać. Ten blog jest moim taki drugim ZM ♥ JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ ♥ x

      Usuń
  14. jej ,ciężko mi z myślą,że długo rozdziałów może nie być . czytałam tego bloga od niedawna i sama z braku czasu dopiero,skończyłam czytać. czekam na następny rozdział z niecierpliwością . i dziewczyno , masz ogromny talent .! jeszcze nie czytałam żadnego bloga pełnego takich emocji . czytając to czuje się jakbym sama to przeżyła dawno temu i teraz wspominała czytając pamiętnik . <3

    OdpowiedzUsuń