poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Piętnasty

 Rozdział dedykuję niesamowitej Julii, która pod poprzednim postem pokazała mi, że naprawdę nie powinnam się poddawać z pisaniem tego opowiadania. Chociażby dla Niej - swoim komentarzem doładowała mi baterię! Julio, nie wiem, jak to zrobiłaś, ale zaskarbiłaś sobie moją sympatię w pięć sekund, a u mnie zazwyczaj to tak łatwo nie wychodzi! Pomimo tego, że Twój komentarz sprawiał wrażenie smutnego, a Twoja postać ukazała mi się w wyobraźni jako zadumana, wrażliwa nastolatka, uśmiechałam się szeroko z całych sił. I przyznać muszę, że przez Twój komentarz, tak długi i tak bardzo podnoszący na duchu, wprawiłaś mnie w kompletne zakłopotanie. Ale nie takie złe zakłopotanie...Wręcz miłe zakłopotanie. Po prostu nie umiałam wyrazić słowami, jak jestem Ci wdzięczna za ten akumulator, który obrałaś w słowa i "dowaliłaś" mi nim. Zdziałałaś cud, bo uwierz mi, ostatnimi czasy z moją samooceną było tragicznie. I, rany kochane, aż brak słów. Napisałaś też, że jestem jak Superman! A to był kapitalny komplement, bo przypomniała mi się stara piosenka Kayah. I fakt, chyba do mnie pasuje... 


"Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, 

pewnie byłabym 
supermenem, tyle o kobietach wiem 
jestem jedną z nich 

Byłabym, 
byłabym lustrem dla tych niechcianych kobiet co 
same śpią wciąż 
słały by uśmiech, jaki widziały w kinach, bo 
z życia nie znają go 
byłabym łodzią, która rozkołysze w tańcu je, 
aż każda stanie się 
królową balu choć podpiera ściany od lat 



Byłabym i listonoszem, 

co im listy nosi miłosne, gdy 
nie kocha ich już nikt, 
i wielbicielem cichym 
tak, że kwiaty zostawił raz 
starym pannom przy drzwiach 
byłabym każdej spełnieniem marzeń Bogusiem Li. 
i polskim Ice'm T 
i smutnym kobietom zaśpiewam przez telefon jak 
jak Stevie Wonder sprzed lat "




Serdeczniaste pozdrowienia ślę również niezastąpionemu Wunderowi. Bowiem, Pat, napisałaś cudowne Maybe, a teraz zaczynasz tworzyć coś, co kompletnie mnie pochłania i czaruje. Wielokrotnie swoimi komediami doprowadzałaś mnie do deszczu łez ze śmiechu, ale muszę przyznać, że smutniejsze wytwory Twojej wyobraźni również są warte uwagi. I jak najbardziej zaskarbiłaś sobie nimi moją sympatię. Życzę Ci weny i mnóstwa pomysłów na nowości. ;) A teraz odganiam do rozdziału... 



      Prawie rozpłynęłam się i rozlałam po brązowej ścianie hotelu, gdy złapał mnie w pasie. Puścił rączkę walizki, którą taszczyliśmy korytarzem do pokoju. Przyparłszy  mnie do zimnej ściany, odgradzając drogę rozstawionymi rękami po obu stronach mojej głowy, uśmiechnął się. Obserwowałam Go uważnie. Mógłby dostrzec jak w moich szarych, dużych oczach gromadzą się strzępki strachu. 
- Wiesz, że im dłużej pozwala się tęsknić kobiecie, tym bardziej rośnie jej  miłość? - spytał mnie poważnie, patrząc lekko rozbawionym wzrokiem wprost w moje tęczówki. Miałam ochotę parsknąć mu śmiechem prosto w rozpromienione policzki. Jak mógł uważać, że ta krzywda, która mi się działa, gdy byłam w Londynie bez Niego...Sprawiała, że nasza miłość rosła. Harry, nie bądź śmieszny! Zagryzłam wargę i uniosłam brew, dając Mu do zrozumienia, że brzmi tandetnie. I że kompletnie się z tym nie zgadzam. Prychnął cichym śmiechem... A potem wychrypiał, że musi na moment iść do pokoju menagera. Nie odrywając wzroku od moich oczu, sięgnął do kieszeni ciemnych spodni, by wyciągnąć kartę umożliwiającą wejście do apartamentu. Do apartamentu w którym miałam spędzać z Nim noce.  Przełykałam ślinę, łapiąc słabo w  dwa palce kartę i obserwując kątem oka zdziwioną pokojówkę, omijającą moją walizkę, pozostawioną na środku czarnej, eleganckiej wykładziny. Ten rodzaj zachwiania psychicznego nazwałabym gorączką. Miałam gorączkę uczuć. Przydałby mi się okład.
Chwiejnym krokiem przemierzałam korytarz w poszukiwaniu pokoju o numerze dwieście. Brązowe ściany zlewały mi się przed oczami. Drzwi, każde identyczne, z ciemnego drewna, różniły się jedynie złotym numerkiem na górze. Zatrzymałam się w pół kroku, gdy w oczach zalśnił mi złoty zapis liczb. Dwieście. No, Styles, zaraz zobaczymy jak wysprzątałeś pokój na mój przyjazd, Ty przebrzydły bałaganiarzu... 
Nigdy nie umiałam opanowywać niekontrolowanych westchnień. Kiedyś uczył mnie tego Niall.  Uczył, jak nie wzdychać, kiedy bardzo chce się wzdychać...Ale jemu również to nie szło.  Właściwie, jak ktoś, kto ciągle wzdycha, może uczyć kogoś innego, by nie wzdychać...Hm. I te nieudane efekty szkoleń wypłynęły, gdy znalazłam się w środku pokoju, w którym to będę mieszkać przez…Nieokreślony jak dotychczas czas. Bo najistotniejszym faktem było to, że będę mieszkała tu z Nim. I nic więcej nie było brane pod uwagę trzeźwego umysłu. Trzeźwego umysłu…(?!)
Ręka zjechała mi z ozdobnej klamki, gdy tylko zdążyłam wtaszczyć ciężki bagaż do środka. Z wysiłku jedna balerinka zsunęła mi się ze stropy. Poprawiając ją, nie wyłapywałam najmniejszych szczegółów tego pomieszczenia. W pierwszej chwili w oczy rzuciła mi się jasna podłoga. Kiedy but był na swoim miejscu, a ja zdołałam przekręcić głowę i zerknąć w głąb, odechciało mi się oddychać. I właśnie wtedy ręka zsunęła mi się z drzwi, dyndając. Spojrzałam na ogromne łóżko. I odebrało mi oddech machinalnie. Jasne drewno, z którego było wykonane okryte zostało białą narzutą. Owa biała narzuta miała na sobie wyszyte przepiękne wzorki secesyjne. Spod niej wystawały skrawki przepięknie wyszywanych poduszek. Na okrągłych, malutkich stoliczkach ustawione zostały przecudownie zdobione lampy. Na metalowej nóżce umieszczono biały abażur, tak fenomenalnie zdobiony nitkami, że zaczęłam się zastanawiać, ile ten hotel ma gwiazdek…
Naprzeciwko łóżka odnalazłam rozmarzonym wzrokiem wielkie okno zasłonięte cienkimi, białymi zasłonami. Kiedy odciągnęłam zwiewny materiał na bok, zauważyłam długi, szeroki parapet. Na nim pewnie również będę mogła przesiadywać. Zdejmowałam płaszcz, rozglądając się po pomieszczeniu. Podeszłam do łóżka, siadając na jego skrawku. Przejechałam dłonią po miękkiej powierzchni narzuty. Nieopodal leżała szara bluza  Harry’ego. Przyciągnęłam ją do siebie, jak zwykle, chcąc zatopić nos i podrażnić się Jego zapachem. Miałam ją w opuszkach palców, gdy z dużej kieszeni wypadła saszetka. W momencie, kiedy na moje plecy rzucała się fala potężnego chłodu, drzwi stanęły otworem, a w nich uśmiechnięty Harry. Spuścił oczy, obserwując, co w przerażeniu lustrowałam tępym wzrokiem. Mimowolnie zrzedła Mu mina i zastygł w bezruchu, zamykając za sobą drzwi.  Cichy odgłos zamykania się zamka rozbrzmiewał w mojej głowie. Zalała mnie fala bólu i szoku. Jedyne co słyszałam, to uderzenia mojego serca, gdy chwytałam w dwa palce saszetkę z białym proszkiem. Wlepiałam w nią oczy, jakby nie było nic innego. Cały świat zatrzymał się tak gwałtownie, że czułam, jak mnie odrzuca. Zachłysnęłam się powietrzem. Cały obraz wokół mnie został zamazany.  Harry’ego nie obdarzyłam nawet spojrzeniem. Widziałam, jak powoli i ostrożnie się do mnie zbliża. Palce, w których trzymałam narkotyk, zaczynały mi się pocić. Cała stopniałam z przerażenia. Zastanawiałam się, czy jeszcze oddycham. Miałam wrażenie, że są to ostatnie chwile mojego życia. Niemożliwe staje się możliwym? I nagle powietrze stężało. Atmosfera taka, że da się ją spokojnie pokroić nożem, jak masło.
Nie minęła jeszcze cała minuta, a po moich policzkach płynęły ciężkie, słone łzy. Stróżkami, po policzkach, aż do szczęki.  Tworząc mokre ślady na mojej skórze, skapywały aż do szyi popsikanej moimi ulubionymi perfumami. Słona woda ślizgająca się po moim ciele drażniła. Nawet się nie zachłysnęłam. Spomiędzy palców wypadła mi ta nieszczęsna saszetka z narkotykiem, ale nawet nie mrugnęłam. Patrzyłam się w jedno miejsce. W kawałek drewnianej ramy, z której zbudowane zostało łóżko dla dwojga.  Na białą narzutę skapywały grochowate łzy, wyprodukowane przez moje oczy. Odbijały się od materiału z cichutkim odgłosem.  Usiadł obok.  Materac ugiął się, wraz z moim chudym, sparalizowanym ciałkiem. Zadrżałam automatycznie.
- Życie to albo ryzykowna gra, albo nic, Am…
Zaniosłam się płaczem mocniej. Klatka piersiowa przyśpieszyła unoszenie się i opadanie. Szloch zabierał mi możliwość łapania normalnych, pełnych haustów powietrza.  Nie wiem, czy chciałby patrzeć mi w oczy w tym momencie.  Były przestraszone i zabłąkane. Dlatego chowałam wzrok jak najgłębiej, izolując się, choć nie wychodziło mi to dobrze. Nie wiedziałam...Po prostu nie wiedziałam, co się dzieje. Musiałam wytrzymać wszystkie dreszcze przebiegające po moich plecach, gdy dotknął mojej ręki swoją. Natychmiastowo zesztywniałam.
- Ja wolę Ciebie, Harry, a nie nic! – Wybuchłam, zrzucając Jego palce z powierzchni mojej dłoni. Zamknął oczy, zaciskając zęby. Raniliśmy się nawzajem, tak? Dusiliśmy się jednocześnie… Harry bardzo się wahał. Siedział obok moich zesztywniałych ramion i wlepiał wzrok w swoje kolana. Nie wiedział, co ma robić, tak jak ja nie wiedziałam, co się stało. Jego twarz była spokojna, ale wykrzywiona w przeogromnym bólu. Kątem oka obserwowałam, jak blade, malinowe usta drżą. Dławiłam się koszmarnymi oparami bólu,  patrząc jak Harry cierpi. Cierpiał, bo zadał mi ból. Płakałam coraz głośniej. 
Nie wiem, po ilu szlochach usiadł  jeszcze bliżej mnie. Nie wiem, po ilu zachłyśnięciach łzami, pomimo mojego wyrywania się i szarpania, objął mnie mocno tak, że aż nie miałam siły się bronić przed  przytuleniem mojej  głowy do jego piersi. A wyrywałam się przecież bardzo mocno, wyszarpując dłonie i całe ciało…Gdyby nie złapał mnie za nadgarstki, wydrapałabym mu oczy. Niechcący. Ale przecież wszystko co robimy bolesnego drugiej osobie, robimy niechcący, prawda? On pewnie te narkotyki również niechcący schował do bluzy…
Poddałam się, zmęczona szarpaniną i płaczem. Zjechałam na Jego ciało, rozpływając się i mięknąc. Mokre policzki przytulone zostały Jego ruchem ręki do klatki piersiowej chłopaka. Granatowy guziczek Jego koszuli uwierał mnie w czoło. Buzowałam od środka, na zewnątrz pokazując drżenie i gęsią skórkę. Przygarnięta bliżej Jego ciała, otoczona ramionami, kołysałam się. I to ja tu byłam naćpana. Strachem, złością, bezradnością, chorą troską. Ta bezradność była najmocniej toksyczna dla mojego umysłu. Wpływała do mojego mózgu i paraliżowała jego fragmenty. Byłam coraz większą bezużyteczną materią.  Chciałam Go chronić. Przed zmęczeniem. Przed toksycznością kariery. Przed złymi słowami antyfanów. Przed przemęczeniem.  Miałam chronić kogoś, kogo kocham, przed każdą złą stroną bycia piosenkarzem. A teraz skulona tuliłam się do Jego ramion, mając świadomość, że nie zdołałam uchronić Go przed najgorszym. Nie złapałam Go za nadgarstek wtedy, kiedy powinnam. Nie było mnie przy Nim... Zacisnęłam oczy, gdy przytknął usta do moich włosów. Ukoił cały ból i strach.   Strach przed tym, co może zdarzyć się dalej. Trzymał mnie mocno w ramionach, nie pozwalając się wyrwać ani uciec. Z całych sił przyciskał wargi do mojej głowy, jak w amoku, w dzikiej potrzebie. Wraz z dotykiem Jego ciepłych palców i ust, moje obawy spłynęły. Wsiąkły w materac łóżka. Ale wrócą, nie? I spocę się, gdy znów mnie zaatakują.
- Harry, jak długo? – wyszeptałam wreszcie cicho, gdy próbowałam  odzyskać siły.  Wyszeptałam? To było bolesne warknięcie, próba wydostania się cichych dźwięków przesiąkniętych bólem. Rozgoryczone charczenie... Przelęknięta własnymi myślami, patrzyłam w jeden punkt, gdzieś nad ramą łóżka. Zgnieciona strachem i ramionami bruneta, uspokajałam serce. Nie słuchało mnie dziś w ogóle. Galopowało zawzięcie, choć w spokojnym już, uciszonym ciele. Nie dygotałam. Zwiędłam, zmartwiona. Uśpiłam w sobie czujność. Może sama przestała działać?
- Am, nie traktuj mnie jak narkomana…- Jego prośba naprawdę zabolała. Opętana strachem zrozumiałam, że tak właśnie Go teraz traktowałam. A nie chciałam, prawda? Przecież to najgorszy punkt widzenia, jaki mogłabym obrać!  Nigdy w życiu nikt nie chciałby, by miłość jego życia ćpała. W najgorszych koszmarach...Nawet raz mi się to nie przyśniło! Miałam głuche serce. Właśnie w tym momencie. Kochałam narkomana? Narkomana, który błaga cicho do mojego ucha, bym tak Go nie traktowała?
- Jak mam Cię traktować, gdy przed momentem wyjęłam z Twojej bluzy narkotyki? – Wstrzymał oddech. Zamknęłam oczy, wysuwając Mu się z ramion. Byłam bezwładna pod wpływem niekończących się obaw. Mówiłam, że wrócą? Właśnie we mnie wsiąkają. Miałam zatrutą duszę. Tak jak Harry ciało…
- To był kilkurazowy wybryk. Na odstresowanie się. – Szept przy uchu owionął mnie, gęsia skóra pokryła się na całej powierzchni ciała w przeciągu niecałej sekundy. Chorowałam  na chorą miłość. Zjadała mnie szybko. Niegdyś dotyk Jego ciepłych palców mnie leczył. Teraz powodował u mnie jeszcze większą gorączkę. Przyśpieszał tętno. I sprawiał, że zasychało mi w  ustach.
- Harry, to…
- Już nigdy nie będzie miało miejsca. Tak – Pokiwał głową, przylegającą do mojego czoła. Znów dotarł do mnie Jego zapach. Od którego byłam tak niewyobrażalnie uzależniona. Zacisnął mocniej ramiona, którymi byłam opleciona. – Chodź.
Chyba nie miałam wyboru. Kiedy ja nie robię rzeczy, które  Harry nakazuje  mi robić? Jestem jak taka maleńka kukiełka. Na dodatek – w Jego rękach. Kiedy podnosił się z łóżka, chcąc czy nie chcąc, wstałam razem z Nim, podnoszona przez Jego ręce. Sztywne ciało przebiegł dreszcz – kolejny raz w ciągu kilku minut. Niedługo  w nawyku będę miała drgawki. Popadnę w uczuciową padaczkę.
Z przerażeniem obserwowałam jak splata nasze dłonie w uścisk. Potem schyla się i chwyta saszetkę z narkotykiem. Przełknęłam ślinę, która ledwo co przeszła mi przez gardło. Ochrypłam z wrzasku bezradności, zdecydowanie. Niedługo oślepnę. Jeszcze nie wiem, przez co. Może przez ten strach, który cały czas mnie nachodzi. W końcu będę się bała otwierać oczy ze strachu. I oślepnę. To takie całkiem prawdopodobne.
Podarował mi przelotne spojrzenie, a potem pociągnął w nieznaną stronę. Nie widziałam, gdzie mnie ciągnie. Trzymał saszetkę z białym proszkiem, wywracając mi w brzuchu wszystkie wnętrzności. Spocona ze strachu ledwo trzymałam w dłoni Jego kciuk. Stanęliśmy przed jasnymi drzwiami. Dopiero po tym, jak stanęły otworem, wiedziałam już, gdzie w tym apartamencie ulokowana została łazienka. Duża, przestronna, bardzo elegancka. Pierwszym, co rzuciło się w moje zlęknione oczy, była ogromna wanna. Dałabym sobie uciąć garść włosów za to, ze pomieściłaby cały skład One Direction. Obok niej postawiona została biała szafa. Ogromne lustro odbijało nasz obraz. Stałam skulona i niska, zapłakana, ze smugami tuszu do rzęs na całych policzkach. Czarne włosy przylepione do szczęki łzami, wcale nie prezentowały się elegancko. Zagryzałam kącik wargi, jakby mi to miało jakąkolwiek ulge przynieść. Jak mała dziewczynka, ściskałam z całych sił dłoń Harry’ego. Wyższy ode mnie o głowę, stał patrząc tam, gdzie ja. Obserwował mnie i siebie. Wreszcie odchrząknął i ścisnął mocniej moje podrętwiałe palce. Pociągnąwszy mnie w stronę klozetu, oderwał mój wzrok od okrągłej umywalki osadzonej w białym blacie. Uwolnił swoje palce z mojego uścisku, zmuszając mnie do objęcia się ramionami. Dygotałam z zimna czy ze strachu? Zatracałam się w widoku Jego zwinnych palców otwierających saszetkę. W moich żyłach płynął gęsty żal. Zatruwał każdy kawałek  ciała. Nie mogłam się go wyzbyć za nic. Szkoda, że nie mogę zrobić tak, jak Harry. Spojrzał mi w oczy, ignorując spadający na czoło loczek. A potem bez najmniejszego wysiłku, wysypał zawartość torebeczki do klozetu. Zgniótłszy plastikową torebeczkę, wyrzucił ją do kosza. Uwolnił mnie z dziwnego rodzaju udręki. Jej ostatnie krople zalegały gdzieś w mojej podświadomości. Jeszcze nie umiałam się jej pozbyć. Niepewność czaiła się gdzieś w kątach tego apartamentu, a ja musiałam łupać na nią ostrożnie. Strach miał mnie w garści.  Zatracałam się w okropnym uczuciu niepewności. Wisiała nade mną wizja niebezpieczeństwa. Bałam się. O Harry’ego. Tak z całego serca, że bardziej już się nie da. Maksymalna dawka troski została ze mnie wyciśnięta  z niemałym bólem. Wariowałam. A niepokój zalazł mi za skórę.
- Harry, dlaczego uciekłeś do takiej metody poskramiania stresu. Dlaczego to zrobiłeś… - To nie było pytanie. To było zawodzenie wydostające się z moich suchych ust, gdy siadałam na krawędzi zimnej wanny. Byłam tak nieobecna duchem, że ledwo przytrzymałam się umywalki, by nie wpaść z hukiem do środka wanny. Zgromił mnie smutek zielonych oczu, gdzieś z góry, tak oślepiająco łączący się z jasnością lampy. Ramiona zakołysały mi się we wstrząsach.
- Am, nie pytaj mnie o to. Bo ja nie wiem… - wycharczał, siadając obok mnie. Zacisnął palce na wannie, aż mu pobielały kostki. Skrzyżował nogi, tępo patrząc na ścianę przede mną. Biel tych ścian przerażała tak samo, jak biel tego proszku. Od dziś powinnam zacząć nienawidzić kolor biały. Spuścił głowę, a wszystkie luźno opadające loczki, spadły mu na czoło. Przymykał oczy, zagryzając malinowe, spuchnięte od zagryzania wargi. – Wiem, że źle zrobiłem. Przecież wiem…
- „Człowiek może postąpić dziesięć razy źle, potem raz dobrze i ludzie z powrotem przyjmują go do swoich serc. Ale jeśli postąpi odwrotnie: dziesięć razy dobrze, a potem raz źle, nikt już więcej mu nie zaufa.” Ale mnie najbardziej boli to, że naprawdę to zrobiłeś. Nic mi nie powiedziałeś o swoich kłopotach. Nie chciałeś rozmowy, Harry. Tak, jakbyś oczekiwał, że ja z Twoich oczu wyczytam wszystko to, co złe.  Że domyślę się, co Cię trapi, i pstryknięciem palca wyrzucę to z naszego życia. Ale ja nie mam magicznych mocy. Ja nie mogłam domyślić się, co się dzieje złego. Bo że się źle działo, dobrze widziałam.
- Było dobrze do momentu. Potem wyjechałaś. A ja zostałem sam...
- Przecież mogłeś do mnie zadzwonić, Harry. Kiedy tylko tego chciałeś, nawet w  środku nocy. – Podniosłam ramiona, wpatrując się w szafę. Odciśnięta wanna na moich udach sprawiała mi coraz mocniej ból. Nie miałam siły wstać. Nie miałam odwagi nawet zrobić najmniejszego ruchu. Zastygłam, osaczona chwilą.
- Ale nigdy nie mogłem odwrócić się na drugą stronę łóżka i potajemnie przytulić się do twoich pleców, Amira. To nawet w wyobraźni nie pomagało – wycharczał, odrzucając włosy lekko w bok, by nie wchodziły mu do oczu. Ponownie zagryzł wargę, kiwając głową. – Wiem, że prawdopodobnie nie masz już do mnie zaufania. I nie mam ci tego za złe. Zdecydowanie mi się należy.
- Zastanawiam się, czy po tym wszystkim, co razem przeszliśmy, mogę ci naprawdę ufać. Teraz jednak zadaję sobie pytanie, czy jest rzeczą rozsądną kochać kogoś tak bardzo, by darzyć go całkowitym zaufaniem, Harry… I wiesz, co jeszcze? Potrzebuję Ciebie, a nie wspomnień po Tobie.





65 komentarzy:

  1. Wow! Ta saszetka z białym proszkiem doprowadziła mnie do tego, że do końca czytania siedziałam z taką miną: :O. Przypomniało mi się wtedy jak oglądałam 'Makbeta'. Też cały czas z taką miną. Zaszokowałaś mnie tym.
    Czytając słuchałam płyty DVD 1D i próbowałam sobie wyobrazić jak Harry mówi te wszystkie słowa do Am. I próbowałam sobie wyobrazić Harry'ego po zażyciu narkotyków. I wiesz co? Nie umiałam sobie tego wyobrazić. To było za trudne, a wyobraźnię mam dobrą. Ale tego po prostu sobie nie mogłam wyobrazić. To było za straszne dla mnie.
    'Harry, nie bądź śmieszny!' Mój ulubiony moment. Chyba kiedyś do mnie coś takiego powiedziałaś... Chyba właśnie dlatego mi się spodobał.
    Amira jest strasznie podobna do ciebie. Chodzi mi o to, że się martwi o Harry'ego nie dbając o własne problemy. Kocha go i dba o niego. Cały czas się o niego martwi, może aż za bardzo. Ale go kocha i to przez to jak sądzę.
    'Ale nigdy nie mogłem odwrócić się na drugą stronę łóżka i potajemnie przytulić się do twoich pleców, Amira. To nawet w wyobraźni nie pomagało – wycharczał, odrzucając włosy lekko w bok, by nie wchodziły mu do oczu. Ponownie zagryzł wargę, kiwając głową. – Wiem, że prawdopodobnie nie masz już do mnie zaufania. I nie mam ci tego za złe. Zdecydowanie mi się należy.
    - Zastanawiam się, czy po tym wszystkim, co razem przeszliśmy, mogę ci naprawdę ufać. Teraz jednak zadaję sobie pytanie, czy jest rzeczą rozsądną kochać kogoś tak bardzo, by darzyć go całkowitym zaufaniem, Harry… I wiesz, co jeszcze? Potrzebuję Ciebie, a nie wspomnień po Tobie.' Przepraszam, że skopiowałam ten fragment, ale się popłakałam w tym momencie. To było... Tak cudowne!!
    Lou... Tutaj raczej dużo nie napiszę. Więcej ci przekażę na gg. To jest tylko część, bo wiesz, że umiem się nieźle jarać czymś. A to tak mi się spodobało, że... Jaram się tym rozdziałem jak wczorajszym zakończeniem IO i występem 1D. Poważnie!
    Cieszę się jak głupia, że wróciła ci przyjemność pisania. No i oczywiście czekam na następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłego czytania mojego komentarzu. Nie obrażę się jak nie przeczytasz. Się rozpisałam!

      Usuń
    2. Przetrwałam z czytaniem! I wiesz, że jak zwykle jestem radośnie nastawiona do Twoich opinii. Pogadamy na gadu :*

      Usuń
  2. To było...niespodziewane i tak zaskakujące, że stałam w kuchni jak wryta z telefonem w ręku i z tego wszystkiego mi się obiad przypalił. Serio, tego się nie spodziewałam. Z początku miałam cichą nadzieję, że będę miała przyjemność czytać o ich miłości, o pocałunku, czułościach... A tu dupa, chora wyobraźnia Izy nadal jest niezaspokojona xD
    Wysnułam też jeden wniosek - Amira jest straszną histeryczką. Jest dziwna, wiele rzeczy niemal natychmiast doprowadza ją do płaczu, a ich miłość nadal jest dla mnie zagadką. Bo to dziwne, serio.
    Głowa mnie boli. Piszę jakieś głupoty już, totalnie nieskładne. Czekam na kolejny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, Iza. Myślałam, żeś już zapomniała o mnie!
      Szczerze powiedziawszy to myślałam, że te narkotyki będą oklepane. Mimo wszystko, napisałam o nich. A Ty mi piszesz nagle, że to niespodziwane i zaskakujące. To ja się zaskoczyłam! I przepraszam. Przepraszam za ten spalony obiad.. No nie wiem, może jak w roku szkolnym się wyrwiesz, to Ci w Piasecznie jakiś postawię...( lol) Wybacz, absolutnie nie chciałam!
      Amira jest histeryczką i jest dziwna? Dzięki. Amira ma mój charakter. Całkowicie. Kiedy ktoś jest dla niej ważny, i kiedy jest moment tzw. "zagrożenia wszystkiego", działa bardzo impulsywnie i często nie potrafi zahamować łez. Lecą automatycznie. To pomaga.
      Ale nie rozumiem, dlaczego ich miłość jest dla Ciebie zagadką. Co tu jest zagadkowego?

      Usuń
    2. Sorreh, bbe, że wcześniej nie komentowałam, ale na telefonie jest mi ciężko. Miałam to zrobić, gdy byłam teraz w stolicy, ale, jak to ja, zajęłam się czymś innym. I teraz znów komentuję z telefonu :P
      To mnie zaskoczyło, bo dawno nie czytałam powieści z takim motywem. A na pewno nie w tym fandomie ;) I dlatego było to tak niespodziewane. Wiesz, w Piasecznie zawsze znajdę trochę czasu na spotkanie, także więc wal śmiało, gdy tylko będziesz miała ochotę :D A obiad uratowałam, więc spoko luz xD
      Ma Twój charakter? Sorreh, nie chciałam, żeby to źle zabrzmiało, serio! Po prostu taka mi się wydaje być...
      No bo w normalnych powieściach jest mnóstwo motylków w brzuchu, pocałunków, pieszczot, żarliwych wyznań miłości i tak dalej. A tutaj? Nie ma tego, a raczej tego nie widać. Dlatego są dla mnie zagadką :)

      Usuń
    3. Aleeeeeż Sen, nic nie szkooodzi, kocie. Jak masz się męczyć z telefonem, to się nie męcz. ;) Nie jestem katem dla Twoich paluszków.
      Skoro zaskoczyło, to jestem w pełni usatysfakcjonowana i zadowolona z tego, co napisałam. Miało zaskoczyć. Frajdę mam. ;)
      U mnie tych motyli w brzuchu nie ma, pocałunków też trochę tyćkę mało... Pieszczot trochę jednak jest... Ale każda miłość inna. I ja piszę o takiej, której sama mogłam doświadczyć i z której mogłam coś "wyssać", by napisać coś takiego...Ehh!
      Pozdrówka!

      Usuń
  3. Jejku! Ale mi się udało! Dzisiaj na nowo zaczęłam czytać twoje opowiadanie, bo jeszcze niedawno zapodział mi się adres blog i za chiny nie mogłam sobie go przypomnieć. No więc, czytałam i czytałam i czytałam o doszłam do tego czternastego odcinka i nie miałam dość, ale nic więcej nie było, więc... no nic zapisałam adres i wyszłam. Ale później pomyślałam, że na pewno chciałabyś(albo przynajmniej taką mam nadzieję) przeczytać to co nabazgram, klikając w klawiaturę, więc weszłam z powrotem i proszę! Jest piętnastka! Na krótką chwilę zawiesiłam się na świat zewnętrzny i dałam się porwać w wir twojej historii. Nie żałuję, ani sekundy! To co tu opisałaś jest po prostu.. aż brak słów. Wszystko szło pięknie. Nawet nie wiesz jaki szeroki uśmiech zagościł na moich ustach, kiedy przeczytałam pierwsze zdania i wypowiedz Harry'ego. A później, nastąpiła ta chwila. Zwątpiłam w szczerość jego słów. Nie wiedziałam co myśleć o tym fragmencie. Narkotyki? A zaczynało być tak pięknie... Jednak mam nadzieję, że to co to zrobił Harry później będzie miało wielkie znaczenie na dalsze ich dalsze losy, a on więcej nie sięgnie po używki. Nadam nie mogę rozgryźć zachowania Ami. Z jednej strony - na początku zachowywała się jak mała wystraszona dziewczynka, gotowa w każdej chwili przyjść z pomocą swojemu chłopakowi, nawet jeżeli nie miałaby później dostać za to, żadnego słowa dziękuję. Jednak z drugiej stara się być silna mimo wielu przeszkód. A to jak traktuje otaczający ją świat, jest.. takie inne.
    Bardzo spodobało mi się ostatnie zdanie. Po przeczytaniu go miałam ochotę wziąć kartkę i ołówek i zapisać go gdzieś na marginesie, tak by przy każdym spojrzeniu te słowa od razu rzucały się w oczy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Niezła niespodzianka zobaczyć komentarz od dziewczyny, która pisze opowiadanie, które czytam ja! Zupełnie się nie spodziewałam, że czytasz moje wytwory wyobraźniowe! Zdziwiłam się kompletnie!
      Dziękuję, że napisałaś kilak zdań opinii na temat tego.

      Usuń
    2. Kilka zdań? Jak na razie jest to najdłuższy komentarz, który udało mi się wyskrobać.
      Szczerze? To ja też byłam zaskoczona, kiedy spojrzałam na listę linków (w nadziei, że znajdę coś ciekawego), a tam mój Nick. Szczęka 'lekko' mi opadła. :)
      A tak po za tym, jak coś jest warte uwagi, to nie mogę przejść obok tego bezinteresownie. Podziwiam twój styl!

      Usuń
    3. Hahah, dobra! To nie jest kilka zdań. To jest cała epopeja! I bardzo Ci za nią dzękuję, bo właśnie takie epopeje działają na mnie motywująco!
      Nawet nie wiesz, jak wywaliłam oczy, jak zobaczyłam Twój komentarz. Myślę sobie " No, nie, ładnie! Ktoś, kogo ja podziwiam, zechciał wejść do mnie i zostawić komentarz" Nieźle, serio!
      Dzięki za to podziwianie stylu. Ja Twój podziwiam równie mocno! I nie mogę się doczekać kolejenego rozdziału... !

      Usuń
    4. ale mi naslodzilas! jest tego tyle ze starczy nawet do herbaty. hehe! okej.. to byl moj niepoprawny suchar. ale tak juz na powaznie dziekuje z a mile slowa. bardzo przyjemnie jest uslydzec (w tym wypadku przeczytsc) cos milego na temat tego jak pisze. xd baardzo motywujace! powiem w sekrecie ze dzieki temu skonczylam pisac jedem z kolejnych rozdzialow. ha! :D

      Usuń
    5. O, to się cieszę! Kiedy publikacja?! ;)

      Usuń
    6. tego co skończyłam pisać?... za jakiś czas. na razie jeszcze dużo wody upłynie, zanim przyjdzie na niego pora. :D

      Usuń
    7. Isti, nie bądź zła! Publikuj i zrób Kasi frajdę! :)Nie mogę się doczekać!

      Usuń
  4. Wiedziałam, że on coś wywinie. Czułam to. A teraz nie mogę uwierzyć. Ale trafiłaś w dziesiątkę - kolejny raz. Bo u mnie w życiu dzieje się smutno, a zaczytuję się znowu w Twój rozdział i odlatuję do krainy szczęśliwości. Chandra ode mnie ucieka na te kilka słodkich chwil. Jeszcze długo będę dziękować temu u góry, że pozwolił mi Cię odnaleźć w tym rozległym świecie i doznać zaszczytu czytania Twej doskonałej twórczości. I wiesz, że dalej jesteś moim popiołem? Prywatną opoką do której zawsze mogę się zwrócić? Gdybym mogła, właśnie całowałabym Cię po stopach. Za to co robisz. Za to, że tu jesteś. Że tworzysz. Dziękuję Ci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prudie, skarbie, nie przesadzaj!
      Popatrz, chyba poznałaś mojego Harry'ego, skoro wiedziałaś, co wywinie...
      Niedobrze, że u Ciebie w życiu dzieje sie smutno. Fajnie, że poprawiam Ci dzień tym, co piszę, ale co jest, gdy nie czytasz mojego opowiadania? Jesteś smutna? Ja tak nie chcę...
      Dobrze jest być Twoim popiołem. Naprawdę.

      Usuń
    2. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mam taki cudowny popiół!

      Usuń
    3. A ja mam cudownego ognika, dzięki któremu się robię popiołem! ( Jakoś musisz się nazywać. Jesteś Ognikiem! )

      Usuń
    4. Tak miło być Twoim Ognikiem, naprawdę. :)

      Usuń
  5. Och, no ale... jak ty... jak... Uh. Jednym słowem-zawał. A tak na serio, to zwaliłaś mnie z nóg tą dedykacją. Specjalnie zmierzyłam sobie nawet przed chwilą ciśnienie. I powiem Ci, że jest strasznie niskie. Tyle przeżyć w tak krótkim czasie, to stanowczo nie dla mnie...
    Ale, wiesz. Dziękuję za nią. Za dedykację. Jest śliczna. Nawet nie wiedziałam, że ja też Ci pomogłam. To takie dziwne, poprawić humor zupełnie nieznanemu sobie człowiekowi... i to z takim skutkiem... mniejsza.
    Ten cytat o zaufaniu, to słowa Jonathan'a Carrolla. Mam go nawet zapisanego w swoim notatniku. Jest taki dziwnie prawdziwy.
    Czyli, jeśli umiem liczyć na palcach u rąk, mamy... masz już pietnaście rozdziałów na koncie. Tak szczerze, to śmiałam się, czytając ten najnowszy. Pewnie właśnie zwątpiłaś w moje zdrowie psychiczne (o ile wcześniej w nie wierzyłaś), ale... coś mnie w nim rozbawiło. Nie wiem co. A nie, jednak wiem. No bo...
    Może Am i Harry są tak chorzy z miłości, że unicestwiają się nawzajem nawet, gdy siedzą obok siebie, ale na boga! Co oni wyprawiaja, kiedy nie dzielą ich centymetry, a godziny lotu stalowym tytanem!(Odległość nie jest miarą oddalenia- Antoine de Saint Exupery) Hazza ćpa; wyobraża sobie, jak przytula się do swej ukochanej. Amira buntuje się; nie je i nie wychodzi z czterech ścian zwanych potocznie domem; śnią jej się koszmary o załamanym Harry'm. Z czego wnioskuję, że choć miłość wyżera ich od środka niczym amoniak, łączące ich uczucie jest na tyle silne, byś o nim pisała jeszcze przez wiele, wiele rozdziałów. A może wyprowadzisz mnie z błędu? Chociaż bardzo mi się u niego podoba... a ja naprawdę wierzę, a wiara to coś, co jakoś wyjątkowo mnie cechuje, że nic nie zniszczy, nie zburzy ani nie spali ich miłości. Bo czymże byłby świat bez miłości? Czymże bez niej byliby ONI?
    Tak poza tym, to sama nie jestem pewna, czy napisałam to tak, byś mnie zrozumiała. Ale pisaniem tych rozdziałów wywołujesz u mnie tak zawiłe procesy myślowe, (Ja myślę! Hurra!) że inaczej nie potrafię ująć w odpowiednie słowa tego, co się dzieje w mojej głowie.
    Mam ochotę powypisywać Ci tu jeszcze więcej moich 'ciekawych' spostrzeżeń... ale chyba się powstrzymam. Pewnie i tak już się krzywisz na widok tylu słów do przemyślenia.
    W każdym razie, też Cię polubiłam. Za ten cały wdzięk i nietypowe podejście. Do wszystkiego. Miłości, pisania, świata. Życia. Chyba zacznę już szukać Ci wydawcy... W końcu Twoja książka... tuż tuż!
    Bardzo mocno ściskam. I życzę powodzenia... Wypatruj weny, kochana!
    julia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że masz ochotę zostać moją menagerką, skoro już chcesz szukac dla mnie wydawcy. Wow!
      Nie dziękuj za dedykację. Jest prosto z serca, więc to nic dziwnego, że zrobiło Ci się miło od czytania jej. Ty zasypałaś mnie komplementem w poprzednim rozdziale - musiałam okazać choć trochę swojego dobrego serca i pokazać, że jestem w stanie to docenić. I jeśli moje opowiadanie + dedykacja maja tak wpływac na Twój organizm, to może zrób jakąś przerwę. Nie wykończ się przeze mnie! To ciśnienie stanowczo trzeba podnieść... !
      Nie rozumiem, co było takiego śmiesznego w tym rozdziale. Piętnasty rozdział, tak jak zauwazyłaś, jak pozostałe przesiąknięty smutkiem tegoż świata, a Ty mi nagle wybuchasz śmiechem? No przepraszam. Nie, nie rozumiem. Liczę, że mi wyjaśnić, bo austentycznie nie potrafię sobie wyobrazić - DLACZEGO!
      Widzisz, Julia, miłość jest dziwna. Każdy przeżywa ją na swój sposób. Każdy doświadcza innej miłości! Amira i Harry przezywają taką, która ich unicestwia, jak to określiłaś. Ta historia nie była normalna od początku. Majac w głowie dalsze obrazy tej historii zapewniam, że normalna tez się nie stanie. Zachowam jej paranormalny smak do końca rozdziałów.
      Zapach Marzenia liczy sobie setkę stron. I nie zapowiada się, by było ich tylko tyle. Mam założony oddzielny zeszycik na to, co dalej planuję. I zapewniam Cię, moja droga, że tych pomysłów w tym zeszycie nie ubywa, a wręcz na odwrót, z każdym dniem notatnik chłonie ich coraz więcej! Także o to, że niedługo zakończę opowiadanie martwić się nie musisz. Czasu na znalezienie wydawcy masz jeszcze w kosmos dużo!
      Nie martw się. Komentarz jest napisany jak najbardziej zrozumiale dla mojeog tępego mózgu. i nawet taka Kasia jak ja, zrozumiała wszystko bezproblemowo.
      Jeśli masz ochotę powypisywać mi więcej ciekawych spostrzeżeń, jak to sama ujęłaś w słowa, to nie krępuj się absolutnie, ponieważ moim ulubionym hobby jest właśnie czytanie takich wyobraźniowych opinii na temat ZM. Nie musisz się więc powstrzymywać. Chętnie przeczytam dalsze słowa spod Twoich palców.
      Fakt, masz rację. Ja i moje podejscie do WSZYSTKIEGO, czyli do życia, miłości, pisania, świata...jest dość... nietypowe. I żeby tka dokładnie poznać całe moje spojrzenie na świat trzeba się w mój umysł ostro "wgryźć". A trzeba również zapamiętać, ze nie zawsze pozwolę się wgryźć we własne myśli. ;)
      Pozdrawiam serdecznie. :)

      Usuń
    2. Po prostu... zadziwiłaś mnie. I pomimo mojego wieku, który spokojnie można przedstawić na szczupłych palcach u rąk, mało co jest w stanie wprawić mnie w zaskoczenie.
      Przede wszystkim zauważyłam, że Twoja przepiękna, barwna odpowiedź na moje wypociny jest dłuższa od samego komentarza, którego Ci zaserwowałam. To, no cóż, muszę przyznać, że wywołało uśmiech czułości na mej twarzy. I ledwo widoczne, błyszczące kryształki łez cichutko ukryte w kącikach niebieskich oczu... nawet jeśli nie rozumiem, dlaczego tak się umęczyłaś, skoro mogłaś mi napisać zwykłe, wyprane ,,Dzięki! ;)'', to i tak jestem Tobie bardzo wdzięczna. Bo to wiele dla mnie znaczy.
      Tak sobie myślę... czy to, co napisałaś oznacza, że proponujesz mi posadę menadżera? Bo euforię wywołałaby u mnie możliwość pokazania światu Twojego dzieła. Mogę Cię zapewnić, że odniosłaby większy sukces niż jakiś tam ,,Zmierzch'' dla pustaków. Seryjnie.
      Ach, te moje wybujałe marzenia... ja, Twoim menadżerem? Hm. Chciałabym.
      No tak. Spodziewałam się tego. Mianowicie, że ,,zwątpisz w moje zdrowie psychiczne''. Ale w sumie, nie dziwię Ci się, bo teraz, gdy czytam o Twoim niedowierzaniu, iż Ten niepoprawnie smutny rozdział mnie rozśmieszył, rumieniec niepostrzeżenie wkrada się na blade policzki pewnej Julii, z całego serca kochającej osobę, jak i melancholijną twórczość, niejakiej Kasi. I doszłam do paralizującego wniosku, że Cię zawiodłam. Że Ten rozdział miał powodować zupełnie inne reakcje niż ta, która moim głośnym śmiechem rozeszła się w powietrzu.
      Czuję pewna naglącą konieczność wyjaśnienia Ci tej sytuacji. Otóż, rozdział, tak jak trafnie zauważyłaś, nie był odzwierciedleniem radości z bycia razem. Przeciwnie, powinien był przeszyć moje serce przygnębieniem, powinien palić smutkiem moje nosdrza. Ale ja... może dostrzegłam gdzieś tam, daleko, schowane w cieniu kaptura, lepsze chwile? Może zwyczajnie miałam głupią nadzieję, że sytuacja pomiędzy nimi nareszcie się po tym wydarzeniu skrystalizuje, i już cieszyłam się z tej niedorzecznej wygranej? Śmiałam się, gdy powinnam płakać. Ale gdy nadejdą, o ile nadejdą, te lepsze, szczęśliwsze momenty, pewnie bedę rzewnie zanosić się łzami. Myślę, że sama siebie nie rozumiem w pełni. I chociaż tej ich miłości nie powinno być-jest. Może to w samo w sobie jest podświadomym echem zadowolenia.
      Hm, w moim odbiciu na ekranie komputera widzę, jak zaszkliły mi się oczy. Coś jest ze mną zdecydowanie nie tak.
      Co do ciekawych spostrzeżeń... nie wiem jak to wyglada u Harry'ego, ale z Amirą jest konkretnie źle. Wiem, że tak ma być. Ale chora i zepsuta miłością to ona jest do szpiku kości. Na co cierpi nasza kochana Am w tym rozdziale:ma gorączkę i paraliż, nie wie co sie dzieje, dusi się, przyspiesza jej tętno (ma nadciśnienie), ma padaczkę, ślepnie, wariuje, boi się ruszyć z miejsca.
      Wow. No cóż, jedynym, co mi pozostaje zrobić, to: LUDZIE! UCIEKAJCIE PRZD MIŁOŚCIĄ! BO NA PRZYKŁADZIE AMIRY I HARRY'EGO MOŻECIE SIĘ PRZEKONAĆ, ŻE JEST JAK DYKTATOR! ROBICIE WSZYSTKO, CO ONA KARZE!
      No, to koniec moich wyzwoleńczych tekstów. Minęła bojowość, nastało przygnębienie. Spowodowane smutnym losem skazańców zakutych w kajdany tego obezwładniajacego uczucia. Ale pomimo tego, że chyba zaczynam się do niego uprzedzać (a ono dało mi naprawde wiele powodów ku temu) bardzo, bardzo wierzę w magię łączacą głównych bohaterów Tego, co piszesz, a co kiedyś będzie naprawdę okazałą książką.
      Ja także pozdrawiam. I czekam niecierpliwie, odliczając tydodnie, dni, godziny, minuty, sekundy i ich setne, kiedy to kolejny raz zatonę, wczytując się w Tę cudowną historię, którą niczym rzeźbiarka urabiasz własnymi rekoma.
      julia

      Usuń
    3. Pozwól, że nie odpiszę nic bardziej sensownego poza - dziękuję! Bo mogę chyba tylko dziękować za takie komplementy. I za czas poświęcony na napisanie tego tasiemnca. Jesteś skarbem.

      Usuń
    4. Nie zdajesz sobie nawet sprawy jak bardzo cieszę się, że jestem skarbem. Chociażby dlatego, że skarbem przelewającym się rzeką złota i kryształów przez Twoje dłonie.
      (,,Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem.''-Gabriel Garcia Marquez)
      julia

      Usuń
    5. Bardzo ładne zdanie. I szczególnie prawdziwie, kiedy wierzysz w to, bo masz możliwość mieć kogoś, kto jst dla Ciebie...no cóż, całym światem. ;)

      Usuń
  6. tak sobie czytam wszystko spokojnie, bardzo zadowolona, że jest już nowy rozdział, uśmiecham się sama do siebie i nagle...bum! tylko dwa wyrazy - 'biały proszek', a huczały mi w głowie i przez kilka minut wgapiałam się w te słowa, czy aby źle nie przeczytałam? ale jednak. i od razu myśl 'Harry, chłopie, no co ty wyrabiasz? Do końca cię pomerdało? Przecież to nie jest rozwiązanie...' i w ten oto sposób do końca rozdziału siedziałam z rozdziawioną gębą i rozszerzonymi oczami, i jestem pewna, że wyglądałam jak niedorozwinięta (choć w sumie to i tak wyglądam tak na co dzień... dobra, whatever ;d) i gdyby ktoś mnie wtedy zobaczył, powiedziałby 'weź się ogarnij, bo się ciebie boję, to tylko rozdział.' a wtedy chyba przywaliłbym tej osobie patelnią. bo dla mnie to nie jest tylko rozdział! to piękna historia, która pobudza moją wyobraźnię i sprawia, że moje życie staje się lepsze...
    przyznam, że to było słodkie, gdy tam na początku przyparł ją do ściany (w ogóle, myślałam, że zaraz ja pocałuje ^^) i to jak powiedział, że "nigdy nie mogłem odwrócić się na drugą stronę łóżka i potajemnie przytulić się do twoich pleców" też było strasznie urocze ♥
    obawiam się, że nie rozumiem tylko jednego. skoro ona kocha jego, do czego praktycznie się już przyznała przed nim, a to że on kocha ją to jest oczywiste, to czemu do jasnej anielki, oni nie są jeszcze razem tak no...oficjalnie? ;) ale w sumie to mi to przecież nie przeszkadza ;) bo ta ich relacja jest wtedy taka tajemnicza i intrygująca... a więc nie słuchaj się mnie, to tylko ja lubię tak przyspieszać wszędzie akcje, co niestety widać po moich opowiadaniach ;c nie bierz ze mnie przykładu! ;d
    uwielbiam cię, bo gdy czytam twoje rozdziały myślę tylko i wyłącznie o bohaterach, odrywam się od rzeczywistości, na te kilka minut zapominam o swoich problemach i zatapiam się w historii Amiry i Harrego. nic w tym momencie nie może mi przeszkodzić. podejrzewam, że nawet gdyby chciałby mnie porwać kosmita, powiedziałabym mu 'poczekaj, muszę skończyć czytać. nie widzisz, że Persilowa dodała rozdział?! trochę szacunku! a swoją drogą, to polecam ci jej opowiadanie, warte przeczytania.' a potem to niech się już dzieje, co chce.
    ogólnie, wiesz co? myślałam, że zrobię tak jak wtedy i skomentuje dopiero po kilku dniach, gdyż mój leń znowu się odzywał, a już zwłaszcza dzisiaj, ale po przeczytaniu natychmiast zmieniłam zdanie, gdyż było we mnie tyle różnych emocji i myśli, że musiałam się tym z tobą podzielić, moja droga Kasiu (bo tak masz na imię, czyż nie? ;> )
    wiesz, że jesteś prawdopodobnie jedyną (bądź jedną z nielicznych osób), której zawsze dodaję długie komentarze? ;)
    much love
    Kramelek ♥ xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kramelku, kocham Cię za te długaśne komentarze i szału dostaję z radości, gdy je widzę. I już dosłownie mam łzy w oczach, czytając je, ale siły na odpowiadanie powoli mi uciekają! Super, że tak fajnie reagujesz na moich ukochanych bohaterów i uwielbiam Twoje opinie. :)

      Usuń
  7. Nie jestem w prawdzie Directioners, ale gdy moja przyjaciółka pokazała mi Twój blog, pomyślałam sobie że warto jest przeczytać. Spodobał mi się Twój styl pisania. Jesteś naprawdę świetna. Gdy usiadłam do tego opowiadania i przeczytałam wszystkie rozdziały na raz. Bardzo mi się spodobała ta historia.
    Muszę przyznać, że płakałam nie raz. Wylałam na prawdę dużo łez na Twoim opowiadaniu. Gdyby tak je zważyć to byłoby kilka kilogramów na pewno.
    Jestem pod wielkim wrażeniem również tego, że odpowiadasz na komentarze i że umiesz zjednać tak mnóstwo osób. Pod prawie każdym rozdziałem jest prawie 50 komentarzy, a to o czymś świadczy. Czasami jest ich nawet więcej.
    Przyznaję, że czytałam również niektóre komentarze. I Twoje odpowiedzi na nie.
    Amira jest cudowną dziewczyną i widać, że walczy o miłość. Strasznie jej musi zależeć na Harrym. Ta historia ma w sobie trochę magii. Nie jest to typowa przesłodzona historia, tylko czuć tutaj mnóswto smutku. Uwielbiam takie opowiadania.
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym, że nie lubisz 1D miło mnie zdziwiłas. Zresztą, już raz taki przypadek był. Kapitalnie podnoszące samoocenę! :)
      Nie płacz. Nie lubię, jak ktoś płacze przez opowiadanie. Mam wtedy wrażenie, że robię komuś krzywdę tym, co piszę..
      I dziękuję :)

      Usuń
    2. Miło Cię zdziwił?
      Nie zrobiłaś mi krzywdy, wręcz przeciwnie. Dzięki temu 'oczyściłam się' ze złych energii. Wypłakałam się i teraz czuję się lepiej.

      Usuń
    3. W takim razie się cieszę! :)

      Usuń
  8. Czytałam gdzieś tam, w komentarzach, że Harry ma wywinąć niezły numer, ale takie coś chyba nawet nie przemknęło mi przez myśl. Zaskoczyłaś mnie.
    Jestem fanką Twojej wrażliwości, zastanawiam się, jak Ty postrzegasz świat. Uważasz się za pesymistkę, realistkę, optymistkę? Kurczę, no bo jak uczuciowym i utalentowanym trzeba być, żeby sprawiać, iż ludzie siedząc przed komputerem przeżywają coś wraz z fikcyjnym bohaterem? Wiem, że utożsamiasz różne postaci z prawdziwymi ludźmi, ale chyba rozumiesz, co mi chodzi po głowie. To wszystko jest tak niezwykłe, tak przesiąknięte emocjami, że wiele zdań czytam kilkakrotnie chcąc je jak najlepiej 'wchłonąć'.
    Czytając rozdział próbowałam wybrać ulubione fragmenty i pokazać Ci je w komentarzu, ale doszłam do wniosku, że musiałabym skopiować 3/4 tekstu...
    Buziaki, Ania. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię zaskakiwac, a rzadko mi to wychodzi! UDAŁO SIĘ! :)

      Usuń
  9. Na początku myślałam że będzie to wesoły rozdział.
    Ale po raz kolejny uroniłam łzy nad losem Harrego i Amiry .
    Mam ogromną nadzieję że będziesz jak najdłużej pisała to opowiadanie, bo jest naprawdę świetne, masz ogromny talent i dobrze go wykorzystujesz. Dziękuję ci za to
    pozdrawiam Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie się nie zapowiada, bym miała kończyć pisanie.;)

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę z tego powodu :)

      Usuń
  10. Nigdy przez głowę nie przewinęła mi się myśl o tym, że Harry mógłby wpaść w takie uzależnienie. Z jednej strony to przewidywalne, że w jego zawodzie mając spadek formy, w końcu pojawi się chęć zażycia narkotyków i innych używek do celów, jak to powiedział Harry, pomagających się odstresować. Ale z drugiej strony w historii Amiry i Harrego jest już jedno uzależnienie, od którego nie łatwo jest im się wydostać i które nazbyt często płata im figle,to ich miłość. Ona nie jest łatwa, muszą przejść wiele i nauczyć się trudnych rzeczy. Wiadome było, że ich wspólne życie nie będzie usłane różami, nie będzie przypominać pięknej, bezproblemowej historii, ale nigdy nie wyobrażałam sobie, że Harry mógłby posunąć się do takiej rzeczy. Narkotyki?! To ostatnia rzecz, która może oddalić stres od jego zmęczonych oczu. Mam nadzieję, że ten wątek z narkotykami skończy się, że przejdą przez ten szczebel do kolejnego, które wszystkie razem prowadzą do szczęścia. Bo cierpienie, które trzyma człowieka przez dłuższy czas musi w końcu odpuścić. Jonny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodziło. Całkowicie o to. Żeby nie przeszło Ci przez myśl, że Harry mógłby wpaść w taki bagno, w jakie wpadł. Nie sądziłam, że zaskoczę czytleników tymi " prochami"...A tu proszę! Niespodzianka. Ludzie się zaskoczyli..
      Fakt, Am i Hazz to niezłe uzależnienie. Są uzależnieni od siebie i od tego, co się między nimi rozgrywa. Ich relacja jest trudna. I nie ma na to określenia ładnego. Miłość to tylko taka banalna przykrywka. Niby to trafne określenie odnośnie tego, co się między nimi wyprawia, ale mam wrażenie, że słowo "miłość" tak naprawde opisuje tylko CZĄSTKĘ. To co jest między nimi jest niewyobrażalnie dziwne i nazwy jeszcze nie wymyśliłam. Poważnie mówię...
      Zaskoczyłam Cię narkotykami. To dziwne, ale naprawdę, mówię, że przypuszczałam, że nikogo nie zaskoczę. A nagle się okazuje, że wszyscy są zdziwieni. Masakra...
      O mamo, odpisałam nieskładnie i kompletnie dziwnie, ale cóż. Pozdrówka! :)

      Usuń
  11. Harry'emu zbyt brakowało Amiry, tęsknił za nią, nie radził sobie z tym wszystkim, dlatego popadł w uzależnienie, ale mam nadzieję, że przestanie brać, bo to droga donikąd. Ja sama straciłam dwa lata temu przyjaciela. Dotąd nie mogę się z tym pogodzić. Mam nadzieję, że się jeszcze z nim spotkam, a Harry i Amira dogadają się i będą szczęśliwi. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umiesz oddychać, kiedy nie ma powietrza? Dlatego Harry'emu brakowało Amiry. Szkoda, że potraktował się toksycznym ratunkiem, nie? Ale cóż... Może to życie, a może moja wyobraźnia...;)
      Dzięki za obecność;)

      Usuń
  12. Na początku muszę przyznać, że niezbyt rozumiałam ich jakże skomplikowaną relacje, ale teraz... w szczególności po tym i wcześniejszym rozdziale.. te przeżycia, które ofiarowujesz czytelnikom są niesamowite. Dziękuję, że mogę czytać coś tak niesamowitego. To dla mnie prawdziwy zaszczyt.
    Zawsze delektuje się każdym słowem, przecinkiem czy kropką, staram czytać się jak najwolniej, aby jak najdłużej pochłaniać Twój talent. Czekam na nowy rozdział.
    Pozdrawiam, BooBoo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. BooBoo, ( Super nick! Uśmiechnęłam się niezwykle! Pozytywnie.) myślę, że nie tylko dla Ciebie ich relacja była skomplikowana. Patrząc przez pryzmat tysiąca przeczytanych zdań na temat tej dwójki, wiem doskonale, że nie zawsze wszyscy "pojmowali" akcje dziejącą się między A a H. Dlatego absolutnie się nie dziwię, że i Ty zachodziłaś w głowę odnośnie ich...relacji. Fajnie, że ja mogę dawać Wam te emocje,przeżycia, a Wy możecie je przeżywać. To niesamowite.
      Nie dziękuj mi, że możesz to czytać. To ja tu powinnam dziękować za takie słowa!
      Pozdrawiam Cię, BooBoo. ;)

      Usuń
  13. Nie ma pojęcia od czego zacząć..dosłownie,zbyt wiele nasuwa mi się myśli co napisać najpierw..z pewnością mój komentarz będzie długi i mam nadzieję..oj trudno zaczynam..
    Na pewno chcę podziękować Wunder,bo gdyby nie jej zakładka na swoim blogu ' Wasze' nie pisałabym tego o to komentarza.Więc jeszcze raz dziękuje Ci Wunder,a twoje Maybe to najpiękniejsza rożyczka i wszystko co piszesz,cudowne.)
    Jeśli miałabym opisać to coś co składa się z masy literek na twoim blogu w czym najważniejsi są Am i Harry,powiedziałabym...że jest cudowne.Bo fantastyczne jest na pewno.Tak.
    Tak toksyczne i prawdziwe,bez przesadności,bez słodkości..dwie dusze walczące ze sobą w własnej miłości i marzeniach.
    Można zakochać się w miłości dwóch osób które nie są prawdziwe? W relacjach,które je łączy? Wchłonełam twoje rozdziały jedne po drugim z szałem swoich myśli.
    Chyba dziwne się zachowuję,..jak chora.Chowam się do toalety,żeby czytać twoje opowiadanie,bo potrafię tylko w ciszy,za dużo emocji mną mąci.
    Co za charyzma dwóch dusz,które wtapiają się powoli w jedną. Ach Piękne.
    Niespotykane ale ,czytając twoje dzieło, czułam ból i ukłucie dokładnie nie określiłam gdzie,ale może w klatce piersiowej.Może moje ciało przypomina mi coś,lub chce pokazać..Zawarte jest to twoim tekście,ale nie zdefiniowałam gdzie to się pojawia. Co za bzdura,co ja pisze,cholera no .
    Po prostu twoja powieść zatrzęsła mną,obruciła o 360 stopni.Dziwne,prawda?
    Jeszcze do tej pory czuje emocjr,a już dawno przeczytałam 15 rozdział.
    Może,to moja cholerna wrażliwość,aj nie wiem...
    Twój opis o sobie,zdecydowanie opisuje mnie.Może nie mam na imię Kasia ;),ale opisuje,to wiem.
    Twoja wyobraźnia,na pewno odzwierciedla twoją osobę,więc jestem pewna,że jesteś kimś z wyjątkową duszą.

    Dziękuję Ci,Kasiu.Dziękuję.Bo przeniosłaś mnie tam gdzie moje serce boli najbardziej,w tym zaczynając je odbudowywać.Nie wiedziałam,że proza może mnie tak uleczyć.Dziękuje,jeszcze raz.
    Stwierdzam,że istnieje już druga najpiękniejsza rożyczka przy 'Maybe' Wunder,a to jest " Nie żałuj mnie' Bo ja zawsze tak nazywam,najcudowniejsze teksty.Cóż poszlochałam sobie trochę,ale pomogło,zdecydowanie.
    Ma wielką nadzieję,ze wstawisz do końca wakacji parę rozdziałów,bo potem już nie będę mogła się rozpływać w miłości którą łączy Harrego i Am,będę obowiązki i jeszcze raz obowiązki.
    Pisz Dziewczyno ! Bo masz na prawdę wielki talent,ale talentów nie można marnować,nie prawdaż? :) Bo mnie,powaliłaś na kolana.
    Jeszcze raz dziękuje jak najmocniej się da.
    Serdecznie Pozdrawiam.

    Paulina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko Boska, Paulino, zaraz mi chyba oczy wypłyną od tylu słów, którymi nasączyłaś ten komentarz. Muszę go chyba jeszcze z setkę razy przeczytać, by do końca strawić. Niesamowicie się napracowałaś.;)
      Wunder uwielbiam, uwielbiałam i uwielbiać będę. Dokładnie za Maybe - mistrzostwo, prawda? Nie mogę wyjść z podziwu, jak ona czaruje paluchami klwiaturę...MASAKRA! ;)
      Nie będę się już wdrążać do końca w Twój komentarz. Było mi niezwykle miło go czytać i cieszę się, że tu wpadłaś. Że wpadłaś na mnie za pośrednictwem Wunder. Mam nadzieję, że zostaniesz i będziesz dalej dawać znać, czy się podoba. Dzięki serdeczne i...do następnego rozdziału:)

      Usuń
    2. o tak,będę na pewno ! Do końca,obiecuje :)

      A kiedy możemy spodziewać się kolejnego rozdziału?,ile zajmuje Ci napisanie tekiego jednego cuda?

      paulina.

      Usuń
    3. Rozdziały mam napisanie. Przed publikacją zwyczajnie je sprawdzam. Mam tzw, zapasowe rozdziały. Niedlugo powinnam wstawić szesnasty.:)

      Usuń
  14. jeszcze coś napiszę.Jeszcze.wydaje mi się,że napisałam nie wystarczająco długo,jeszcze moje myśli są nie spokojne,jeśli chodzi o mój nieznaczący komentarz na dole twojego arcydzieła...

    Przepieknie,pokazałaś jaka jest miłość.Jest dyktatorem,narkotykiem.Ona wchłania Cię,chce jeszcze więcej,ale wlaśnie wydaje mi się,że miłością się nie delektuje,ona porywa,jest,będzie jeśli jest prawdziwa.

    A teraz dodam parę cytatów-opisów ,które są dla mnie ważne,ale wydajemi się,że opisują miłość Harrego i Am,a może samą Amirę...



    ”Istnieją w życiu sprawy, które - bez względu na to z której strony byśmy na nie patrzyli - są zawsze tak samo ważne dla wszystkich. Miłość jest jedną z nich.”

    ”Wydaje mi się, że moim normalnym, podstawowym stanem jest ten rozpięty między euforią a depresją.'

    ”Każda miłość, jeśli jest prawdziwa, powinna niszczyć poprzednią, porażać całego człowieka, tyranizować i żądać wyłączności.”

    ”Im dłużej byliśmy razem, tym bardziej, zdaje się, lubiła dotykać mnie i być dotykana. Niekoniecznie w sposób erotyczny - chodziło jej po prostu o kontakt, Małe elektryczne połączenie na sekundę lub dwie, żeby to drugie wiedziało, że się jest. Ja też to lubiłem.”


    Związek między dwojgiem ludzi ma być olśnieniem. (..) fajerwerkiem, chęcią bycia coraz bliżej. Dzielenia się tym, co dobre i złe.(…) Miłość ma upajać, jak dobre wino, a nie powodować kaca.

    ‘Nie wyobrażam sobie, żebyś mógł kochać jakieś inne serce. Nie wyobrażam.’

    ”I dobrze wiem, że z Tobą nie będzie łatwo ale nie potrafię być z kimś innym.”

    Nie skreślaj mnie ze spisu pilnych marzeń, nie skreślaj mnie na liście do zachwytu.
    Nie skreślaj mnie, podkreślaj mnie.



    ” On ? Jeden, mały , nic nieznaczący element, bez którego mój świat nie mógłby funkcjonować. ”



    ‘Tak wielka jest ta bliskość, że miejsca brak na jeden obcy oddech.’


    chciałam wstawić więcej,ale nie będę już Cię zadręczać moją melancholią.

    paulina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie zadręczasz mnie swoją melancholią! Jest cudowna i jeżeli masz więcej, to ślij. Nabardzie spodobało mi się to - ”I dobrze wiem, że z Tobą nie będzie łatwo ale nie potrafię być z kimś innym.” :)

      Usuń
  15. Drogi Harry...
    Ona każdej nocy płacze, bo nie może poznać Cię osobiście. Płacze, bo nie wiesz, że istnieje. Uśmiecha się, gdy Ty się uśmiechasz. Uśmiecha się, gdy ogląda Twoje zdjęcia. Uśmiecha się, gdy słucha Twoich piosenek. Uśmiecha się, gdy mówisz, że kochasz swoich fanów, ponieważ wie, że jest jednym z nich. Nie śpi czekając na nową piosenkę czy teledysk. Zapełnia swój komputer milionami Twoich zdjęć, ale to nie ma znaczenia. Ona ich nie usunie. Ona jest tą osobą, która zanudza znajomych mówiąc cały dzień o Tobie. Ona może zrobić wszystko dla pięciosekundowego uścisku. Ona pisze do ciebie codziennie w kilku słowach jak bardzo cię kocha. Modli się każdej nocy do Boga dla Ciebie. Jest Twoją fanką, kocha Cię bezwarunkowo. Może zrobić dla Ciebie wszystko, czego byś się nie spodziewał. Więc jeśli ją poznasz, przytul ją i powiedz, że ją kochasz, bo kochała Cię, mimo, że nie mogła Cię poznać..


    Jacob.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże Przenajświętszy. Dlaczego jesteś taki okrutny?
      Hm, Jacob. Tak prawdziwie przedstawiłeś uczucia fanów,a w szczególności takiej jednej, wspaniałej fanki, do swoich idoli. I chociaż chyba już to wiedziałam, zdałam sobie sprawę, jakie to okropne tak mocno kochać kogoś, kogo praktycznie się nie zna. Kogoś, kto jest tak absolutnie nieosiągalny... Taka miłość to trucizna. Ale czy nie trujemy się chociażby życiem? Tym, że istniejemy?
      Ale nie martw się, Kasiu. Ponieważ już za dwa dni (!) przekroczę granicę tego pięknego miasta, z którym tyle się kojarzy (tak, mam na myśli Londyn), i kiedy już w moich żyłach popłynie kropla angielskiej krwi, zdobedę dla Ciebie Harry'ego. Jeszcze nie wiem jak, ale... przecież uprowadzenia, w świetle dziennym, nie są rzadkością. A wtedy będziesz Go mogła ściskać, ile tylko zapragniesz. Spełnić jedno z milionów jednakowych marzeń... to już coś. A od czegoś przecież zacząć trzeba...
      julia

      Usuń
    2. O mój Boże, nie wiem, jak mam Wam uświadomić, jak Was wszystkich kocham.
      Jacob, mój Ty angielski Jacobie i polski Maćku - Ciebie uwielbiam bezwarunkowo. To taka miłość, jak do mamy, taty, brata i babci. Nie za coś, nie po coś, to miłość bezwarunkowa. I poza tym, nic więcej nie odpiszę, bo muszę do siebie dojść po Twoim wywodzie do Harry'ego...
      Juleczko, jak zgarniesz mi Hazzę do Polski, to będę najbardziej szczęśliwym człowiekiem na planecie do końca moich dni. Obiecuję! Jesteś niesamowitym promykiem szczęścia :)

      Usuń
    3. Ponieważ uwielbiam uszczęśliwiać ludzi, tym bardziej postaram się jakoś spełnić twoje pragnienie.
      Może i jestem promykiem szczęścia, ale świecę tylko i wyłącznie dzięki Tobie.
      julia

      Usuń
  16. Witaj, Słoneczko :) Właśnie rozświetliłaś mój dzień! Wybacz, że nie skomentowałam poprzedniego rozdziału, ale miałam małe problemy zdrowotne. No cóż, czasem nie wszystko idzie po naszej myśli. Rozdział był zaskakujący. Naprawdę nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji. Wszyscy ci mówią, ze świetnie piszesz i mają rację. Jesteś utalentowana, wrażliwa, miła dla swoich czytelników i na twitterze klniesz jak szewc :) I to sprawia, że jesteś wyjątkowa. Jeśli ktoś kiedyś będzie kazał ci się zmienić, powiedz, że przyjdę do niego w nocy i zrobię mu taką zemstę Damona, że się posika!!!
    Pozdrowienia, Joan.x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahahahah, skarbie, Joan, rozwalasz! ;)
      Cieszę się, że rozświetliłam Twój dzień, to okropnie miłe, ahhh! Nic nie szkodzi, że tamtego nie skomentowałaś. Przecież nic się nie stało!
      Z tymi komplementami to nie przesadzaj. A z klęciem na twitterze masz rację! Hhaha, nie zmienię tego w sobie. Dzięki temu jestem sobą, masz rację. Całusy! :)

      Usuń
  17. Cóż.. pełno rozmyślań i takich dziwnych uczuć, gdy czytam twoją historię. Wow, jestem pod wrażeniem, dokładnie opisujesz każde emocje, co nie jest łatwą rzeczą. To wszystko skłania mnie do napisania, że masz niesamowity talent - pisz dalej!

    Poczytaj moją historię, pełną Londynu, czekolady i uśmiechu. W roli głównej Heather, dziewczyna Nialla.
    Poznaj ich przygody na www.ho-run.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Wybacz, że dopiero teraz biorę się za skomentowanie. Wyjechałam, byłam zajęta, zabiegana i nie mogłam zebrać się żeby w ogóle przeczytać jakąś historię i wyrazić swoją opinię, ale teraz wszystko jest ok, tak myślę, więc słucham sobie właśnie panny Ferguson i przechodzę do rzeczy.
    Nie mogłam powstrzymać ironicznego uśmiechu, kiedy przeczytałam pierwszą wypowiedź Harrego w tym rozdziale, sama nie wiem dlaczego, ale tak było i już. Pewny siebie, taki... inny Harruś (wiem, żałosne zdrobnienie, ale nie mogłam się powstrzymać), do którego w jednej chwili się przekonałam... Niestety, ale o tym później.
    Fragment "nauki by nie wzdychać" doprowadził, że zaśmiałam się cicho i z uśmiechem czytałam cały akapit, nie ma co, spodobał mi się ten wątek. :)
    A potem? Kompletny, ale to kompletny szok! Harry i... dragi? "Matko jedyna, o boże" urywek moich myśli, kiedy czytałam tą część. Co jak co, ale nigdy nie pomyślałabym, że Hazz mógłby w ogóle. Jezu, przecież... Nienawidzę jak nie potrafię się wysłowić, ale mimo wszystko nadal jestem w szoku (pewnie pisałam ci już kiedyś, że zbyt mocno przeżywam opowiadania, które czytam, prawda?)...
    Oczywiście mimo samej treści wątku (tak, przejmuję się Harrym tak, jakbym go znała, jestem nienormalna) otrzymujesz ode mnie wieeeeeeelki plus za (jak zwykle) doskonały opis uczuć bohaterki, uwielbiam to.
    Z jednej strony szkoda mi Harrego, że sobie nie radzi, a z drugiej cholernie mnie wkurzył raniąc tak Amirę, zwykłą dziewczynę o delikatnym charakterze (przynajmniej taka się na razie wydaje ;))
    Teraz rzecz mniej przyjemna, ale nie jakaś okropna. Znalazłam literówkę. Zamiast "stopa" napisałaś "stropa"... Boże, nie wierzę, że to napisałam. Wytykam ci bezsensowne błędy, to... Bez sensu... Anyway.
    Mimo złej strony tego rozdziału (nie, nie chodzi o to, że znalazłam literówkę) naprawdę go lubię, bo mam wrażenie, że akacja nabiera jakiegoś dziwnego tempa, sprawy obrócą się inaczej niż ktokolwiek by przypuszczał, taką mam nadzieję. :)
    Z niecierpliwością będę oczekiwać następnego rozdziału. Trzymaj się! :)x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. grrr, napisałam akacja zamiast akcja... ._.

      Usuń
  19. Wracam z wakacji, a tutaj taka miła niespodzianka... Stęskniłam się za Zapachem, tak mocniutko. Ale nadal jestem w nim cholernie zakochana. Uzależnienie od Zapachu nigdy mi nie przejdzie. Aktualnie to nie mogę uwierzyć. Nie myślałam, że Harry takie coś wywinie. Chociaż z takiej tęsknoty i miłości wszystko jest możliwe... Brakuje mi słów, mam ciarki i jestem cała roztrzęsiona. Wpełzły wszystkie te emocje we mnie. I dziękuję Ci znowu, za kolejną dawkę Zapachu. Jesteś niesamowita.

    OdpowiedzUsuń
  20. Aaa, normalnie wróciłam. Przepraszam, że się nie stawiłam pod poprzednim rozdziałem, ale zajmowałam się własnym opowiadaniem, a mam dziwną przypadłość. Jeśli coś piszę i równolegle czytam jakąś książkę/opowiadanie, to zaczynam kopiować styl autora o.O Zresztą i tak mam wrażenie, że zerżnęłam od Chmielewskiej, ale dość o mnie.
    W dwóch ostatnich rozdziałach widać zmianę. Holla! Zmianę! Toż to wybuch! Muszę ci szczerze wyznać, że bardzo brakowało mi dialogów. Może to i płytkie, ale zawsze wolałam je od opisów i mimo, że twoje to bezdyskusyjnie arcydzieło, to czasami miałam problem ze skupieniem się (ech, wiem jak to brzmi, uwierz mi, mam na tym punkcie kompleksy). Cieszę się też na to krótkie rozwinięcie akcji.
    Przepraszam za te moje powierzchowne oceny, w dodatku mało emocjonalne, ale mózg mi się ostatnio przestawił na lubienie rozwalanek i krwi. I mimo że chwilowo zwracam (lols) historie miłosne, to od Zapachu nie jestem w stanie się oderwać. Mów mi o narkotykach...
    Dobra, miałam coś jeszcze napisać, ale już zapomniałam.
    With all my love and recpesct and other shit


    Jashia

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny rozdział! Z resztą jak całe opowiadanie :) Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :D
    Weny życzę i zapraszam do siebie drop-of-hope.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. O kochana jak byłoby świetnie,gdybyś dzisiaj wieczorkiem dodała 16 rozdział.Skakałabym z radości hahaha,tak na prawdę. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kochana. Twoje opowiadanie jest jedynym, które mnie tak naprawdę zafascynowało. Czytałam kilka, znaczy próbowałam, ale każde po dłuższym czasie staje się zbyt banalne. Z twoim jest inaczej. Potrafisz dostrzec każdy malutki atom wypełniony choćby iskierką uczucia. Historia jest inna od wszystkich. Twój styl pisania jest niesamowity. Za każdym razem, kiedy czytam ostatnie słowo danego rozdziału, czuję niedobór i tęsknotę. Każdy następny rozdział jest jedyny w swoim rodzaju, brak rutyny, przez co nie da się nie zajrzeć tu każdego dnia z nadzieją na następne losy bohaterów. Zauważyłam także, że stajesz się naszym internetowym *guru* w kwestii opowiadań. Nie znam osoby, która nie byłaby zachwycona. Nie dziwię się, i całkowicie popieram, masz ogromny talent. Pisz dalej. Much love. xx

    OdpowiedzUsuń
  24. Brak mi słów. Po tym rozdziale ( który przeczytałam zaraz po dodaniu) uświadomiłam sobie jak bardzo jestem podobna do Amiry. Jesteś nieprzewidywalna! W innych opowiadaniach jakie czytam od pierwszego rozdziału wiadomo co dalej się potoczy,a Ty.. Ty jesteś niesamowita Dziewczyno. Brak jakiejkolwiek rutyny jak napisała Audrey powyżej mnie. Nie spodziewałam się, że TO będziesz miała na myśli pisząc mi, że Harry będzie miał swój wybryk.. Gdy to przeczytałam z 10 krotnie przyśpieszonym tętnem czytałam kolejne linijki rozdziału. Potrafisz zaskoczyć człowieka. Z ręką na sercu mogę napisać, że to jest jedyne opowiadanie, które tak zawzięcie czytam i z utęsknieniem zawsze czekam na następny rozdział. Uzależniłaś mnie od swojego pisania. !
    Życzę weny, bo na pewno się przyda ;)
    Pozdrawiam, taxblondx

    OdpowiedzUsuń
  25. Oczy mi wyszły z orbit jak zobaczyłam ile masz komentarzy! No no... To teraz nowy rozdział...

    OdpowiedzUsuń